3 listopada 2016

Męska łazienka #1

Kiedyś przeczytałam o kobiecie, która przez rok fotografowała wnętrza lodówek swoich znajomych. Natychmiast zapragnęłam robić to samo. Fotografować wnętrza lodówek Magdy, Kozy, Kaśki, wujka Jurka, Mamy i innych takich. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, co by o mnie pomyśleli. Zwłaszcza wujek Jurek. Fotografować kiełbasę? Flaczki? Ach gdyby tam był seksowny jarmuż... Poza tym nie oszukujmy się: to nie ma sensu, a w dodatku już ktoś to zrobił. Odpuściłam.



Chwilę potem wpadł mi do głowy równie beznadziejny pomysł: fotografowanie męskich łazienek. Tfu!!! Fragmentów łazienek. Tych męskich kącików, niewielkich skrawków, gdzie zostawiają swoje nierzucające się w oczy szczoteczki do zębów (czasem żel pod prysznic koniecznie granatowy, bo zielony jest już zbyt babski lub pedalski). Ale co ja... Właśnie znalazłam sobie dobry powód do grzebania w męskich kosmetykach. Może by tak odczarować te idiotyczne porzekadła, że prawdziwy mężczyzna (słowo klucz!!) kremem się nie ubrudzi, a antyperspirant jest dobry dla mięczaków?

Zrobiłam więc pierwszy krok i wlazłam do skrawka łazienki pewnego Pana. Czy życzy sobie, bym nazwała go imieniem, literką, a może powinnam dookreślić powinowactwo? Nie mam pojęcia, nie odbiera teraz telefonu, a ja mam silną potrzebę blogowania. Więc na potrzeby chwili nazwijmy go X.

Wygląda na to, że X ma lekkiego pierdolca na punkcie włosów (mam w tym pierdolcu swój udział, bo to ja zaprowadziłam go pierwszy raz do fryzjera Fryzjera, takiego wiecie... Co nie obcina herów za dwie dyszki #snobizm). Więc jak sam mówi, w zależności od nastroju oraz od tego co chciałby mieć na głowie (czy to naturalne fale, czy może raczej artystyczny nieład), sięga po odpowiedni produkt. Żel do włosów, pasta do włosów, mocniejszy żel do włosów... Nie zauważyłam brylantyny, ale mam podejrzenia, że gdzieś jest... Są produkty, które sprawiają, że włosy wyglądają na mokre, są też takie, co powodują, że są proste jak drut. Ja tam najbardziej lubię go w falach, ale umówmy się, moje zdanie w tym przypadku jest zupełnie nieistotne. Ale jest :)




Zapytałam X, co z kosmetyków lubi kupować najbardziej. Stawiałam na włosowe produkty. Ale nie. Mówi, że żele pod prysznic. Męska logika. Ma jeden żel. Nie wnikam. Twierdzi, że kieruje się zapachem (czyli że wieśniacko wącha w sklepie :( ) oraz kolorem opakowania. BTW wiecie, że istnieje coś takiego jak "różowy podatek"? Otóż zbadano, że żele dla kobiet i mężczyzn nie różnią się składem (pewnie jakimiś ekstraktami zapachowymi), natomiast te dla kobiet są droższe. Zupełnie bez powodu. Badania przeprowadził nowojorski urząd do spraw konsumentów.  Okazało się, że kobiety płacą średnio 7% więcej od mężczyzn, niekiedy jest to nawet 48% więcej. Tutaj więcej na ten temat.  A jeśli jesteśmy przy podatkach, to ciekawe są protesty przeciwko podatkom naniesionym na tampony, podpaski i wkładki higieniczne. W USA były one opodatkowane jak produkt luksusowy. Strach pomyśleć, co by było, gdyby kobiety z tego luksusu zrezygnowały. Podatek stopniowo jest znoszony. A gdy jedna z jutuberek zapytała Baracka Obamę o to dlaczego tampony są opodatkowane jako towar luksusowy, ten spojrzał prawdzie w twarz i odpowiedział: "Nie mam zielonego pojęcia. Podejrzewam, że to mężczyźni wprowadzali ustawy, gdy ten podatek był przedstawiany". (via Polsat News)
Ale wróćmy do męskich łazienek. Kolejne moje pytanie: "Który z kosmetyków sprawia ci najwięcej radości".  No i tu się zdziwiłam. "A perfumy to kosmetyki?".



I tyle jeśli chodzi o większe kolekcje. Gdzieś między kremami, tonikami, serami, peelingami dziewczyny X, tkwią samotnie jego antyperspiranty i wody po goleniu (!).



I na koniec perełka. Pytam mojego rozmówcę:

"A czego, w kwestii kosmetyków, zazdrościsz kobietom?"
"Lakierów do paznokci".

<Tu rozpoczyna się ciekawa dyskusja z pogranicza feminizmu, sztuki i zdrowego rozsądku. Słusznie moi rozmówcy zauważyli, że lakier to część image, na przykład członków zespołów metalowych. X raczej nie używałby czerwonego lakieru na  paznokciach u stóp, choć jak sam przyznaje, pewnie to kwestia przyzwyczajenia>

"A używasz kremu do twarzy?"
"Nie. Po co?"
"Żeby mieć ładną cerę".
"A to mam bez kremu".

Pierwsza męska łazienka upubliczniona. A ja się z Wami witam po mega przerwie. Cmok!

23 kwietnia 2015

Jak wydać kasę w Rossmannie i Sephorze

Jutro gorący dzień. Rossmann startuje z promocją -49% na kolorówkę. W tym samym czasie trwa akcja promocyjna w Sephorze. Co by tu kupić.... Gdzie zostawić trochę kasy... Jeśli i wy zadajecie sobie te pytania, czytajcie, kupujcie i radujcie się!


Zacznijmy od Sephory. Promocja trwa do 27 kwietnia. Warunek jest taki, że trzeba mieć kartę Sephory. Potem wystarczy przynieść kolorowy kosmetyk (zużyty na przykład) i wymienić go na maksimum 5 kolorowych kosmetyków marki Sephora. Ja zaniosłam swój stary błyszczyk-śmierdziuch i wymieniłam go na błyszczyk - atrament do ust (klik) w kolorze dusty rose. Póki co opinia o nim jest taka: zajebisty!! Trzyma się bardzo długo (3 godziny z jedzeniem i piciem), schodzi pięknie i ma cudny, przepiękny, bardzo naturalny kolor. Więcej zakupów nie planuję. Wam polecam przyjrzeć się pędzlom (też wchodzą w akcję), różom i bronzerom. Oglądałam je i są w naprawdę zimnych odcieniach (dla chłodnych typów urody), bez grama brokatu.

A teraz migusiem do Rossmanna. Rzucę się na szafę Bonjours i na bank kupię najlepszy podkład z tej drogerii czyli Healthy Mix w odcieniu 51. Jeśli macie suchą skórę - będziecie z tego podkładu zadowolone. Krycie ma średnie, skórek nie podkreśla, wygląda naturalnie. Kosztuje około 50 zł. W promocji zapłacimy za niego ok 25 złotych. Możecie zerknąć na pomadki Velvet Matte. Nie są moimi ulubieńcami, ale powiedzmy, że warto spojrzeć na nie łaskawym okiem, gdy kosztują 50% mniej (czyli około 20 zł). Polecam wam też puder matujący Rimmel Stay Matt, którego sama nie kupię, bo mam, a który jest jednym z najlepszych pudrów prasowanych, jakich używałam. No i hit! To akurat mieć musicie, bo wierzę, że odmieni wasze życie, jak i moje odmieniło. Chodzi o korektor Loreal Lumi Magique. Nawilżający, rozświetlający korektor o bardzo dobrym kryciu, którego używanie to mega przyjemność. Dobrze kryje, prześwietnie rozświetla, nie zbiera się w zmarszczkach. Wydaje CUDOWNY dźwięk, kiedy wykręca się z opakowania - musicie to sprawdzić :D. Niestety jest drogi - około 40 złotych, więc warto go kupić przy okazji 49%.


Rossmann to też takie miejsce, w którym można sprawdzić, czy: potrzebnym nam rozświetlacz (bo możecie tam kupić rozświetlacz Vibo za około 5 zł), czy dobrze będę się czuła w czerwonej pomadce (bo kupicie piękną czerwień Maybelline za około 13 złotych), czy powinnam podkreślać oczy eyelinerem i czy umiem narysować nim kreskę (bo w promocji eyeliner Lovely kosztuje około 4 złote). Jest to też szansa by uzupełnić swoją kolekcję lakierów do paznokci (nie ma sensu kupować pastelowej pomarańczy czy wściekle żółtego lakieru za grubą kasę, jeśli użyjecie go tylko raz, a lakiery miss sporty będą w Rosmanku dostępne za około 3 zeta).

I bonus: w Superpharmie możecie kupić lakiery Essie 1+1 za pięć zł. Czyli każdy po 15 złotych :)





Bawcie się dobrze na zakupach! :D

8 kwietnia 2015

New! Vagabond shoes

Najpiękniejsze, najlepsze, cudowne, wygodne, najwspanialsze! Moje nowe szpilki (niskie, wiem!)!






 <3 Jestem zakochana. I pierwszy raz w życiu mam buty na obcasie, w których wytrzymałam całonocną imprezę :)

20 marca 2015

ZOEVA

Odkąd postanowiłam nie zostać minimalistką czuję się zdecydowanie lepiej. Wizja niekupowania w imię idei budziła mnie w nocy i powodowała mini zawały. Niebezpieczne dla życia równie bardzo jak mikro udary, które zresztą też na bank miałam. W związku z zagrożeniem życia, kupiłam sobie kilka ślicznych pierdółek od Zoevy, a teraz powiem Wam, czy to jest warte niemałej kasy, którą trzeba zapłacić.




 Na pierwszy ogień paleta cieni Naturally Yours (79 złotych). Dobrze napigmentowane, fajne cienie o nieoczywistych kolorach (wszystkie nadają się na dzień, mówiąc na dzień, mam na myśli na dzień, a nie na wieczór, ale lubię rano wyglądać jakbym szła na Oskary). Kilka matów, kilka bardzo ładnych błyszczących. Niestety są to raczej ciepłe odcienie, a ja zdecydowanie preferuję zimne. Jest to problem, który występuje w każdym pamiętniczku nieminimalistki, więc dajmy spokój rozpatrywaniu, dawaniu rad, proszeniu o oddanie - NIE. :D Bo są bardzo fajne i będę ich używać! Może latem, jak się opalę :D

Na plus: pigmentacja, bardzo ładne (lecz ciepłe) kolory, nie osypują się.

Na minus: brak lusterka w opakowaniu.



Przejdźmy do bazy pod cienie (30 złotych). Tak bardzo chciałam, żeby działała... A tu klops. Mam tłuste powieki, na których nic się nie trzyma, ale dawna formuła bazy Art Deco dawała radę. Niestety Zoeva jest strasznym średniakiem. Owszem, coś tam daje, ale nie jest to trwałość mur betonu.

Na plus: ?

Na minus: po prostu słabo u mnie działa.



Ostatnie produkty Zoevy to absolutne wypały! Pędzel do różu 127 (39 złotych), którego używam do bronzera, oraz pędzel 227 (35 złotych), którym nakładam i rozcieram cienie. Oba, w porównaniu do swoich poprzedników Maestro i Hakuro, wypadają prześwietnie. Mięciutkie, super wyprofilowane, solidne i serio ułatwiają makijaż. Bardzo bardzo polecam.

Na plus: wszystko.

Na minus: nic.

15 marca 2015

Flower power

Oto jeden z najmroczniejszych zakamarków mojej duszy! Kwiaty! Paprocie, stokrotki, fikusy, tulipany... Uwielbiam je wszystkie. Rosną wolno, bez podcinania i modelowania. Często zapomniane, niepodlewane... zobaczcie te, które przeżyły ten hardkor.



Dwie bliźniacze draceny. Nowe nabytki.


Parapet pierwszy:) Uwielbiam takie palmiaste kwiaty, tu Juka :)


Juka z bliska. Taka na maksa soczysta!




Ten kwiat nazywa się "pieniążek". No proszę...:)


Z bliska. Ma bardzo miłe, mięsiste ale i delikatne liście:)



Nie wiem, co to za kwiat:) Ale bardzo go lubię! Ma ładne, małe, białe kwiatki i fajne mięsiste listki.






Szable. Bardzo lubię te kwiaty, niestety nie mogę znaleźć odpowiednich doniczek. Takich, w których wyglądałyby odpowiednio groźnie.


Bluszcz!! Zamierzam kupić druciane koło, po którym będzie się piął. Póki co, smętnie zwisa!



A oto prezent prosto z Afryki. Wyrosło z pestki. Nie wiem, czym jest. Nie wiem, czym będzie. Na pewno jest dziwakiem.



To kwiat pachnidło. Gdy się go dotknie, zaczyna bardzo intensywnie pachnieć. Nie jest zbyt ładny, ale ten zapach...:)



Pachnidło w całej okazałości.



Ten po lewej to chyba Beniamin (??). Strasznie trudno jest mi go doprowadzić do ładu. Nie mam na niego pomysłu. Troszkę go przycinałam, ale źle się z tym czułam (lol). Fioletowy to dziwny kwiat, który rośnie jak szalony. Świr!! Zrobiłam z niego już chyba z 10 sadzonek i wszystkie rosną!



Wielbiony przeze mnie Grubosz Hobbit (prawda że słodka nazwa?)


I maleństwa Grubosza! <3





A to takie dziwadła z Ikei. Byłam pewna, że postoją chwilę i zdechną. A tu proszę... Maleństwa rosną :D



I kolejny okaz z Ikei. Też ma już małe odnóżki i już wkrótce będę go przesadzać. Chciałam posadzić te dwa kwiaty z Ikei w jednej długiej doniczce. Zobaczymy, jak to wyjdzie.



A to ten wszędzie rosnący świr!


I jeszcze raz on :D


A to kwiat od babci. Nie wiem, kim jest, ale jest piękny. Tylko że choruje :/ Spryskuję go jakimiś specyfikami i jest lepiej. Kuracjusz!



A ten jest cholernie kłujący! Serio, dotknięcie brzegów liści kończy się bólem! Jest kwiatem ogrodowym, ale na zimę zabieram go do ciepła:)



Moja nowa obsesja! Paprotka!! Kupiłam ją w Lidlu i czekam... Aż będzie wielka, rozłożysta... :)



Choć teraz też jest piękna!

8 marca 2015

Fakty

Fakty są takie, że tęsknie za blogowaniem. Każdego wieczoru postanawiam sobie, że ten... Że tego.. Że jakieś foty, że coś napiszę. Bla bla. Rano jestem zbyt niewyspana, by robić zdjęcia, wieczorem zbyt zmęczona by pisać. A w głowie tyle myśli (myślałby kto)... :)


Z tagiem jest łatwiej. Możesz go zrobić od ręki. Gdy Twoje życie przypomina wielkiego włosowatego kołtuna, zaplątanego na tysiąc sposobów, napisz post tagowy! Voila! Pomysł wzięłam sobie od Kozy, mojej przyjaciółko-blogerki.

10 faktów z mojego życia (skupmy się na modowych i urodowych tematach)

1. Bardzo chciałabym mieć włosy koloru blond. Za każdym razem proszę o blond moją fryzjerkę i za każdym razem go nie mam. Podobno nie mogę mieć blondu, bo nie będzie mi pasował. Bardzo możliwe :(

2. Ostatnio zapytałam swojego konkubenta o mój styl. Powiedział, że bardzo się cieszy, że wreszcie się zmienił ze straszliwie dziwacznego na bardziej ludzki. Podobno do niedawna wyglądałam, jakbym non stop chodziła w czymś, co jest workiem. Chłop nie zrozumiał idei oversize!!

3. Jestem strasznie konsekwentna jeśli chodzi o dbanie o siebie. Dwa razy dziennie smaruję balsamem całe ciało, robię regularnie peeling, stosuję odżywki do włosów, wsmarowuje krem do skórek, regularnie robię pedikiur i manikiur. Używam wszystkich kosmetyków, jakie mam. Nie wiem, czy coś to daje. Chyba wyglądam jak reszta ziewczyn, które zapominają o peelingu.

4. Moim fetyszem są buty. Jako że ogranicza mnie budżet, kupuję raczej klasyczne modele. Najczęściej troszkę męskie, ale ostatnio też szpilki. Gdybym jednak miała więcej kasy na bank kupowałabym szalone okazy. Takie jak te @nuncshoes :)



5. Bardzo lubię drogie kosmetyki i uważam, że są zdecydowanie lepsze niż tanie :D

6. Jestem przewrażliwiona na punkcie jakości ubrań. Szukam jej nawet w Centrum Chińskim. I znajduję!!! Kupowanie u tzw. polskich projektantów nie gwarantuje lepszej jakości niż ta z H&M.  Trzeba macać, czytać metki i nie dać się zwariować.

7. Chciałabym umieć się pięknie malować, albo żeby ktoś to zrobił. Wg mnie piękny makijaż wygląda tak (by Ania Milarczyk):



8. Uwielbiam dbających o siebie mężczyzn. Sprawiają mi wielką przyjemność, gdy dbają o swój wygląd, o strój. Uważam, że to wyraz szacunku wobec innych.

9. Największe odkrycie mojego kosmetycznego życia to bronzer! To mi robi kości policzkowe!!

10. Choć uważam, że powinnam być szczuplejsza i wiecznie odchudzam się od jutra, to... nie mam problemu ze swoim rozmiarem (42) i nie próbuję się wciskać w nic mniejszego :)

29 stycznia 2015

Dobre teksty, bo polskie teksty

Podobno w języku polskim nie można napisać dobrego tekstu piosenki. I że tylko angielski się do tego nadaje. Melodyjny taki. Słowa takie krótkie. "Esz" nie ma... Mówię stanowcze NIE! I zapraszam na subiektywny przegląd dobrych tekstów polskich, pisanych przez Polaków. Nie będę im, wybaczcie, sprawdzać pochodzenia od dziada pradziada, ale przyjmijmy, że skoro piszą w języku polskim, to są to twórcy polscy, a ich dzieła są jak najbardziej polskie. Uf.


Na miejscu pierwszym od wielu wielu wielu lat niezmiennie jest Katarzyna Nosowska. Mam nadzieję, że wszyscy znają i że pisanie, że to legendarna wokalistka zespołu Hey, jest zbyteczne:). Mój ulubiony tekst to "Karatetyka".  Z Noswoską generalnie mam tak, że towarzyszy mi od bycia zakochaną nieszczęśliwie nastolatką, przez absolutne szaleństwa, aż po dzisiaj (czyli dalej szaleństwo :)). Taka trochę kumpela, która wie o mnie sporo i w dodatku o tym śpiewa:).



Uwielbiam też teksty Agnieszki Osieckiej i Kabaretu Starszych Panów. Jako gówniara zasłuchiwałam się w "Na całych jeziorach ty" w wykonaniu Kaliny Jędrusik. Tekst absolutnie CUDOWNY!



Ale że zawsze ciągnęło mnie do poczucia humoru, do zabawy, grania, hihrania i generalnie robienia sobie jaj ze wszystkiego, to proszę państwa,  teksty o romantycznej miłości zamieniłam na coś takiego:



Ale wróćmy do współczesności:) Dzisiaj zasłuchuję się w Fiszu. Teksty na przykład "Sladów" i "Pyłu" są tak dobre, że albo łzy kręcą mi się gdzieś w kąciku oczu, albo ciarki przechodzą całe ciało, albo przestępuję z nogi na nogę, bo mam ochotę potańczyć (tak, ja!). Zresztą sprawdźcie sami:



Świetnym tekściarzem jest Artur Rojek. Jego "Beksa" to jest jeden z najlepszych tekstów w ogóle. Nie tylko tekstów piosenek. Cudne.



Na koniec dwie perełki.  Grubson i Łona. Kurde. Dlaczego oni mają takie głupie ksywy?? Słowo daję, myślałam, że to jacyś szurnięci twórcy hiphopolllo, a tu proszę. Nie powiem, że to mój klimat, nie słucham ich i raczej nic wielkiego z tego nie będzie, ale plusa stawiam:)

Bo ja z hip hopu to jednak zostaję przy Kaliber 44:) Uwielbiam i kiedy tylko słyszę, przypomina mi się słońce, kurz unoszący się w powietrzu... Dzieciństwo prosto spod bloku:)