13 grudnia 2011

Szatan nie buty!

Ave!

Mam czasami wrażenie, że jestem jakimś szatańskim pomiotem. Bo tak: jak już zakocham w jakiejś gwieździe to w diable, idę do pracy to widzę sztana na szybach (wprawdzie było wcześnie rano, no ale...), w nocy diabeł o wdziecznej ksywie Dusiołek siada mi na klatce pierwsiowej, a na urodziny upiekłam chłopu devil cake.
Wiadomo, że sztański pomiot nie może chodzić na bosaka. Po głębokich przemyśleniach, nieprzespanych nocach i butelce wina, zamówiłam takie o buty. Zamówienie się udało, buty ładne. Powiem szczerze: kaka szatana! Nie mówcie, że nie są boskie!









7 grudnia 2011

Z Polski

Nie jestem wielkim przeciwnikiem chińszczyzny, nie lubię zbawiać świata na siłę, ale lubię czuć się patriotką. Tylko tradycjne formy okazywania przywiązania do ojczyzny, jakoś mnie nie kręcą. Hymn nie wzrusza, reprezentacja polski w piłce (każdej) zupłenie nie obchodzi, Małysz - mam ochotę zaprowadzić go do fryzjera.

Co innego ubrania!

Do tej pory myślałam, że ubrania od projektantów to jeszcze nie moja liga. Nawet bluzka za 300 złotych (komentowana: ubrania polskich projektantów na każdą kieszen) to dla mnie za dużo. Spodnie za 700 złotych, sukienka za 1000. Heh, taką miałam opinię o polskich projektantach, kiedy moja wiedza ograniczała się do informacji, że istnieje ktoś taki jak Zień, że jest Ewa MingeZemełka&Pirowska... Jesli ktoś z Was myśli podobnie, MUSI PRZECZYTAĆ ciąg dalszy mojego wywodu.

Wszystko zaczęło się od przeglądania profili fejsbukowych Ryfki, Ciuchbudy, Marchewkowej i kilku innych oraz blogu Harel i  efektów ubocznych. Od nich dowiedziałam się o istnieniu:

160 cm - piękne sukienki i bluzki, jak pisze o swoich ciuchach sama projektantka: prosto i banalnie. Za swoją sukienkę zapłaciłam 100 zł. Przyszła pieknie zapakowana, przewiązana wstążką, świetna jakościowo z śliczną wizytówką. Czy coś takiego znajdziemy w H&M?

Raramodo - świetne torby, baaaaaardzo wytrzymałe (w swojej nosiłam zakupy, ważący chyba tonę aparat fotograficzny, obiekywy etc). Za 100 złotych dostałam niezniszczalnego robota - rodem z Polski.

Ciuchbuda - zaczęło się od tego, że zamówiłam tam bluzkę z jaskółkami. Właścicielka sklepu tak mnie zauroczyła, że kupiłam też bizuterię. Piękna to mało powiedziane... Warto kupić cokolwiek by poznać Martynę Zapolską.

Pracownia Twórcza Zuzi Górskiej - torebki, kopertowe, z paskami, z łańcuszkami, zawsze duże. Akurat trwa mikołajkowy sale, więc można je kupić za około 140 złotych.

Paulina Dziemiańczuk - zakochałam się po raz kolejny w sukience. Cena? 140 złotych.

Mamapiki - są trochę droższe, ale porównywalne z cenami z Zary czy Promodu.

Sklep Cludmine - uwaga, przejrzyjcie wszystko, bo jest tam i Ania Kuczyńska i MALDOROR (swoją drogą przecudnej urody facet, ale pewnie się nie zgodzicie:D), ale też przecudne broszki Oli Świtalskiej   (chce to!)

Sklep od projektanta - tu właśnie znalazłam Paulinę Dziemiańczuk i jest to moje absolutne odkrycie stulecia:)

Oczywiście to tylko część listy. Może będę ją uzupłeniać. W końcu jest jeszcze Katsu, Łucja i inni:)
Czekam jeszcze na odpowiedź Roberta Kupisza, który powalił mnie koszulkami z orłem:)  Niestety nie znam cen, ale mam nadzieję, że kiedy je poznam, będę szczęsliwa, że można w Polsce, a nie tylko w Zarze:)

A co Wy o tym myślicie?

PS brakuje butów, wiem. Ale wciaż nie mogę znaleźć niczego, co byłoby ok i w przystępnej cenie.
PS2 nie, nie zamierzam rezygnować z sieciówek, ba myślę nawet, że ubrania statąd bedą stanowiły większość moej szafy :) Chcę tylko szerzej otworzyć oczy na Polskę :)

28 listopada 2011

Siostro!

Otaczam się butomaniaczkami. Po pierwsze mama (kiedyś zamieszczę tu o niej posta), po drugie koleżanki, przyjaciółki i znajome, każdy kto choć trochę czuje miętę butową (oczywiście im mięta silniejsza, tym lepiej) zdobywa moją sympatię. Na mojej długiej liście jest mnóstwo imion, każde z ich to wiele par butów... Czyli sporo pracy przede mną :). Odkąd tylko założyłam swojego blogaska, wiedziałam, że będę musiała i chciała przedstawić swoje buciarskie siostry. Oto siostra K.

Kiedy targają mną wątpliwości: but czy obiad. K. potrafi je rozwiać, o tak:

Ja: Kupić te buty?
K.: Kup.
Ja: Cholera, drogie są, będę jadła suchary do końca miesiąca.
K.: Albo kupisz buty i zaciśniesz pasa, albo przejjesz kasę i nic nie bedziesz miała. Czymże jest miesiąc żarcia sucharów w porównaniu z dobrymi butami?! Jak masz na nogach świetne buty, to nawet jak żresz mielonkę z puszki czujesz się jak bogini!

Wizja bogini mnie przekonała... I...

Ja: Kupuję!
K.: ciesze się, że mogę być z tobą w tym momencie, wzruszam sie zawsze kiedy jestem obecna przy narodzinach nowej, pięknej przyjaźni...

Nie będę już nic więcej pisać! Zaczynam pokazywać! Siostro, bucik poproszę!

Zbiór kolekcji:

To moja nowa miłość... Kupione na allegro za 300 złotych, w Złotych Tarasach (w sklepie Quiddi) kosztują 500 złotych :)


W temacie miłości do brązu:




Na te zwróciłam uwagę od razu. Wiadomo: jest frędzel, jest kowboj. Bjutiful!



A wiadomo, że jak jest kowboj, to gdzieś czai się również motocyklista (te śliczne są z Aldo):



Obie jesteśmy WIELKIMI fankami Vagabonda. Pamiętam jak K. dzwoniła do mnie z rozterkami, czy kupić te buty, czy nie... He he he, czuję się autorką sukcesu:



Pantera, pantutaj:



K. w tych butach obskakuje wszystkie wesela latem...



Bo zimą na wesela chodzi w tych. Muszę powiedzieć, że według mnie są okropne, ale K. twierdzi, że nie zasługują na tak okrutne słowa :) 



A skoro jesteśmy przy czarnych.... Tu mały DIY. K. zaniosła te buty do szewca, który "włożył" w nie platformę, podobno teraz są wygodniejsze.



Czerwone sandały są idelane, K. podobnie jak ja jest wyznawczynią zasady: latem im mniej na stopie, tym lepiej!


Lubię zwykłe pantofle, więc nie wiem dlaczego nie zrobiłam powiększenia tych butów, ale zdjęcie zamieszczam, bo uważam, że K. wygląda tu fantastycznie:




Po butelce wina, przebierankach i plotach stwierdziłyśmy, że najlepsze i tak są zwyklaki. Proste, czarne, bez obcasa... Podsumowanie było takie: "A potem mówisz komuś, że uwielbiasz buty, że masz ich miliardy, że ślinisz się na widok Blahnika, a twój rozmówca (dlaczego to jest zawsze długonoga szczupła laska??) patrzy na twoje zdarte czarne, płaskie kozaki i myśli: <<Aha, na pewno>>". 


23 listopada 2011

KOP

Świat jest może i piękny, życie jest może i cudowne, przyjaciele - potrzebni, praca - satysfakcjonująca, a ciało - świątynią duszy.

Ale nie w listopadzie.

W listopadzie herbata jest ledwo ciepła i śmierdzi sztucznym miodem (bo to Saga z miodem i cytryną), skóra na nosie błyszcząca, skóra na policzkach - sucha, skręt włosów jest wiecznie nie w tym kierunku co potrzeba, chleb, może i byłby smaczny, gdyby nie przerażająca świadomość jego kaloryczności, a z każdym dnie rośnie liczba osób, na których widok resztki przetrawionej szynki pragną wydostać się na zewnątrz (subtelna metafora rzygania).

Gdy przestrzeń zewnętrzna obchodzi się z nami zbyt okrutnie,
zbierzmy całe swoje wnętrze i całym swoim okropnym JA napędzanym kaloriami
z chleba i sztucznego miodu
SKOPMY DUPĘ ŚWIATU!

                                                     Coelho Nieobuty

Dziękuję za dobrą radę panie Coelho, pewnie skorzystam, tylko buty przywdzieje, bo do skopania dup potrzeba czegoś naprawdę treściwego:


Mogą być?



Klamra miała być jak u Jacka Sparrowa, ale wyszło mizernie.


Moc jest w nodze! Jak się ją ręką podtrzyma!

Jakby co to kopać można na fejsie: https://www.facebook.com/pages/nieobuty/230890380290391

26 października 2011

Świ(ę)etny but!

Nie wiem kto zarządza losem butów, jak nazywa się butowy Najwyższy, do kogo wnosić prośby o właściwy rozmiar, albo o przecenę. Nie mam pojęcia jak mu (jakiemu mu, jestem pewna, że to ONA) na imię, ale wysłuchała mnie! Piękne kowbojki  , co do któych miałam obawy, że są za małe, okazały się po prostu i just perfect! Chodzę w nich tak często, że nie zwracam uwagi na nic innego, czy pasują do dżinsów (TAK!), czy nie gryzą się z rurkami (NIE!), czy są właściwe dla z deka panciowatej sukienki (oceńcie sami). Po prostu nic nie jest ważne, bo uwielbiam je nosić.



Może się wydawać, że są brudne. Jeśli już brud, to fabryczny, przytwierdzony na amenT.


Kałuża za mną - bez komentarza.


Wzbudzają sympatię!

Słowem moi drodzy, Główny Zarządca buciego losu istnieje. Proście, a będzie wam dane!

PS fanpejdżyk nieobutego wciąż szuka nowych wyznawców

6 września 2011

Metamorfoza

Moje buty z założenia  mają być och i ach w każdej sytuacji (zgadnijcie czy ma to jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości, odpowiedź na fanpejdżu nieobutego - w postach niejakiego Piotra Cz.). Oczywiście daruję sobie wygodne kapciuszki na balu w Sheratonie, ale dajmy na to te świetne, piękne i... cholernie drogie Vagabondy MUSZĄ być świetne ZAWSZE. I są, prawda?

Tak to wyglądało PRZED:

A tak było PO:


O co zapytałbym w komentarzu? Czy zwariowałam, żeby łazić po pracy, w domu w butach na wysokim koturnie. Nie, nie zwariowałam. Najpierw zdjęłam spodnie, potem soczewki, potem pomyślałam, że buty będą pasować do tego co zostało, i tak powstał ten post :)

PS Jeśli chcecie, możecie polubić mojego fanpejdża. Fajnie tam jest! Można sobie codziennie pokazywać buty :)

10 sierpnia 2011

The white power

I tytuł tego posta, i jego zawartość miały być zupełnie inne. Chciałam napisać o moich upodobaniach seksualnych, o tym że to najseksowniejsze buty świata, że w niczym nie wyglądam równie seksi, bla bla bla. Guzik prawda. Iluzja, sen, mara. Wszystko prysnęło dzisiaj w Złotych Tarasach, kiedy zmierzyłam piękne szpilki. Ech, nogi do samych tarasów, szczupłe, łydka napięta, kolano wyprostowane. Dobrze, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Także ten... Przedstawiam buty, które nie są najseksowniejszymi butami świata, ale mają MOC, power. I są białe. Stąd tytuł posta - tłumaczę, na wypadek gdyby mojego bloga odwiedzili jacyś ludzie z Urzędu do spraw czystości.

Jak widzicie ten post zdradza wiele tajemnic. Bo niby białe, zwykłe Conversy, a w tle.... Na zdjęciu pierwszym widzimy szafę (tak, mam hopla na punkcie pasków).


A i na zdjęciu drugim coś się znajdzie. Oderwijcie na chwilę oczy od All Star! Zauważcie mistrza drugiego planu. Poznajcie nogę Fotografa! Jest wprawdzie rozmazana, ale zdjęcia UFO też nie ma wyraźnego.


Na zdjęciu trzecim dostrzeżecie moje ręce. Ta, a miał być to blog o butach. Nie wiem czym się to skończy, jak tak dalej pójdzie.


Zdjęcie czwarte nie odkryje żadnej tajemnicy, ale urzeka kolorami (poza tym jest takie sielskie, a moje stopy fajnie na nim wyszły, sami rozumiecie - musiałam je zamieścić):


Hej, the white power! Na BIAŁYM świat się nie kończy! Kolekcja butów, które kiedyś uważałam za seksowne (tak, naprawdę, tak, zapewniam, że tak było) jest większa! Wkrótce kolejne kolory MOCY!

4 sierpnia 2011

Pasi mi to!

"No pewnie, że nie ma butów pasujących do wszystkiego", myślałam intensywnie, rozważając kolejny zakup. To był kontrargument do pierwszej myśli "O maj gad, będą pasowały do absolutnie wszystkiego!". O nie nie nie, nie ma tak łatwo. Adidaski są do dresów, szpileczki do sukieneczki, a niektóre buty są nawet do niczego. Ale kiedy tak patrzę na mój nowy łup, to myślę, że w jakiś dziwny sposób nadają się i do tańca (nie chciałabym zobaczyć, jak tańczę w szpilkach) i do różańca (mają giętką podeszwę - łatwo przyklęknąć). No popatrzcie tylko:


Zastosowanie butów

rys. 1
do chodzenia po łące

rys. 2
do wylegiwania się na ławce

rys. 3
do zwisania z murku


No i co, nie mówiłam? Wyglądają super w każdej sytuacji. To buty herosy, mimo że niepozorne, potrafią wykonać każde zadanie. To buty kameleony - potrafią dopasować się do każdego tła!

No, i to by było na tyle. Nieźle mi wychodzi gadanina o zwykłych sandałach, nie?


PS Zauważyliście, że mają frędzelki? Budzi się we mnie komboj.

27 lipca 2011

Wszystkie zalety brzydkich butów


Pani kochana, but to musi być wygodny, i tyle! A znajdź takiego buta latem, no koszmar. Te różowe piękności poniżej to narzędzie tortur, mam zamiar zastosować na nich terapię mokrej skarpety - może pomoże. Póki co leczę moje obtarte stopy w starych, dobrych, kochanych, prześwietnych Havaianasach. I co z tego, że gumowe, i co z tego, że japonkowate, nieeleganckie, na plażę i szału nie robią. Uwierzcie mi, wasze stopy będą wam za nie wdzięczne! To najwygodniejsze buty, jakie kiedykolwiek miałam. Gumowa podeszwa (podobno na spodzie są kolby kukurydzy, mnie to przypomina raczej natkę pietruszki, więc wybaczcie, ale za nic nie będę ręczyć głową) dopasowuje się do kształtu stopy, jest mięciutka, nie ślizga się, nie niszczy, a jak się zabrudzi, to wystarczy włożyć pod kran (schną minutkę). A jak się sprawdzają podczas deszczu! Nic nie przemaka (bo nie ma co przemakać), niczego nie trzeba suszyć na kaloryferach, ani na słońcu, nie ma obawy o pobrudzenie... Pani, lepszego wynalazku na lato mi nie trzeba. Póki co mam tylko czarne, ale coś czuję, że to początek większej kolekcji.

W trosce o wygodę i komfort waszych stóp oficjalnie nakazuję: kupujcie Havaianasy!

Jeśli to wam pomoże podjąć słuszną decyzję, to informuję, że podobno gwiazdy chodziły w nich nałogowo w zeszłym sezonie. W tym już, droga Pani, nic nie słychać.

24 lipca 2011

To nie jest pora na ładne buty



Lato to dla mnie zastój butowy. Nic mi się nie podoba, moja stopa w niczym mi się nie podoba. Potrzebuję buciorów, człapaków, widzę tymczasem sandałeczki, obcasiczki, klapeczki z paseczkami. Oj, nie lubimy tego ja i moja stopa, spuchnięta od upałów. Kiedy patrzę na nią zimą, myślę: "Te, jesteś naprawdę chudziutka, malutka!". Kiedy patrzę na nią latem, myślę: "Pasztet". I milknę, bo co tu obrażać swoją rodzoną stopę, która znosi ciężar całego jestestwa. Trzeba wziąć się w garść i zapewnić jej wygodne buty. Przecież nie będzie chodzić goła. No coś tam udaje mi się wykombinować... O tych najwygodniejszych, choć nie najpiękniejszych, będzie następnym razem. Dzisiaj o tych pięknych, i zobaczymy czy wygodnych (mają dopiero 2 dni, zobaczymy co z nich wyrośnie).
Bardzo lubię buty na niskiej koturnie. Mam 176 cm wzrostu i w każdym obcasie, wyższym niż 7 centymetrów czuję się z deka... duża. Te poniżej 7 centymetrów zapewniają mi (dla równowagi) luk babciny. Niski koturn jest za to super. Nie dość, że noga wygląda zgrabnie (na pewno zgrabniej niż w człapakach), to jeszcze ja nie czuję się jak Guliwer, choć do Calineczki nadal mi daleko... Te które kupiłam, są w dodatku zwyczajnie ładne. Ech, i jak tu nie dziękować losowi, za możliwość noszenia butów? Takie radości na co dzień.

22 lipca 2011

Wszystko co kocham, nie kocha mnie

Te buty to połączenie wielu elementów, które w butach lubię najbardziej. Po pierwsze są z gatunku buciorowatych (odwieczny problem mojej mamy: "Dlaczego kupujesz takie buciory?". "No jak to, ładne są"). Ciężkie, stabilne, trochę męskie. Po drugie są oćwiekowane. A to oznacza, że są choć trochę chuligańskie. A że nie jestem nawet niegrzeczna, to but ma pracować na mój image dziewczyny-chuliganki, co to nie boi się niczego, pije wino z gwinta i przechodzi na czerwonym świetle. Po trzecie są trochę jak kowbojki. Nie muszę wspominać, że moim marzeniem (zaraz obok tego, żeby zostać chuliganką) jest być kowbojką (raz mi się nawet udało, ale o tym innym razem).
Wydawałoby się, że oto osiągnęłam nirwanę (nomen omen za czasów Nirvany to się dopiero fajne buty nosiło), że jestem w butowym raju, tylko ja i moje buty idealne... Siedzę na łące (albo w sklepie obuwniczym), wkładam je na moje bose stopy z perfekcyjnym pedicure, ich skóra ociera się o moją skórę (a, kolejny element idealności - są ze skóry)... Piiiiiiisk! Zakończenie jest co najmniej żenujące, upodlające i złe. Chyba są za małe. Ciągle łudzę się, że wróciłam późno do domu, miałam opuchnięte stopy, bo tak naprawdę chodzi o kilka milimetrów... Człowiek się zakocha, otrze skórą o skórę a tu takie numery...Za małe.

PS zamówiłam je w sieci. Zmierzyłam, dopiero kiedy dostałam paczkę.


20 lipca 2011

Byt czy but?

Nie mam szczególnej filozofii dotyczącej butów (coś w stylu: "dobry but prawdę ci powie" albo "gdzie butów sześć, tam coś tam"). Ale mam za to do butów stosunek. Pisać, że uwielbiam - to za mało, pisać, że nie widzę świata poza nimi, i że wolę szpilki zamiast kanapki z dobrym masłem - to za dużo.Nie jestem uzależniona, ale mam się na baczności. Bliska mi od zawsze prosta, chłopska logika podpowiada - poznaj wroga! Dlatego śledzę cholery na sklepowych półkach, w internetowym półświatku sklepów obuwniczych i na stopach innych (zboczuch!). Obserwuję też swoje stadko w prywatnej szafie. Dlaczego by więc o tym nie napisać? Tak, bo z miłości do butów i pisania powstał ten blog.