27 lipca 2011

Wszystkie zalety brzydkich butów


Pani kochana, but to musi być wygodny, i tyle! A znajdź takiego buta latem, no koszmar. Te różowe piękności poniżej to narzędzie tortur, mam zamiar zastosować na nich terapię mokrej skarpety - może pomoże. Póki co leczę moje obtarte stopy w starych, dobrych, kochanych, prześwietnych Havaianasach. I co z tego, że gumowe, i co z tego, że japonkowate, nieeleganckie, na plażę i szału nie robią. Uwierzcie mi, wasze stopy będą wam za nie wdzięczne! To najwygodniejsze buty, jakie kiedykolwiek miałam. Gumowa podeszwa (podobno na spodzie są kolby kukurydzy, mnie to przypomina raczej natkę pietruszki, więc wybaczcie, ale za nic nie będę ręczyć głową) dopasowuje się do kształtu stopy, jest mięciutka, nie ślizga się, nie niszczy, a jak się zabrudzi, to wystarczy włożyć pod kran (schną minutkę). A jak się sprawdzają podczas deszczu! Nic nie przemaka (bo nie ma co przemakać), niczego nie trzeba suszyć na kaloryferach, ani na słońcu, nie ma obawy o pobrudzenie... Pani, lepszego wynalazku na lato mi nie trzeba. Póki co mam tylko czarne, ale coś czuję, że to początek większej kolekcji.

W trosce o wygodę i komfort waszych stóp oficjalnie nakazuję: kupujcie Havaianasy!

Jeśli to wam pomoże podjąć słuszną decyzję, to informuję, że podobno gwiazdy chodziły w nich nałogowo w zeszłym sezonie. W tym już, droga Pani, nic nie słychać.

24 lipca 2011

To nie jest pora na ładne buty



Lato to dla mnie zastój butowy. Nic mi się nie podoba, moja stopa w niczym mi się nie podoba. Potrzebuję buciorów, człapaków, widzę tymczasem sandałeczki, obcasiczki, klapeczki z paseczkami. Oj, nie lubimy tego ja i moja stopa, spuchnięta od upałów. Kiedy patrzę na nią zimą, myślę: "Te, jesteś naprawdę chudziutka, malutka!". Kiedy patrzę na nią latem, myślę: "Pasztet". I milknę, bo co tu obrażać swoją rodzoną stopę, która znosi ciężar całego jestestwa. Trzeba wziąć się w garść i zapewnić jej wygodne buty. Przecież nie będzie chodzić goła. No coś tam udaje mi się wykombinować... O tych najwygodniejszych, choć nie najpiękniejszych, będzie następnym razem. Dzisiaj o tych pięknych, i zobaczymy czy wygodnych (mają dopiero 2 dni, zobaczymy co z nich wyrośnie).
Bardzo lubię buty na niskiej koturnie. Mam 176 cm wzrostu i w każdym obcasie, wyższym niż 7 centymetrów czuję się z deka... duża. Te poniżej 7 centymetrów zapewniają mi (dla równowagi) luk babciny. Niski koturn jest za to super. Nie dość, że noga wygląda zgrabnie (na pewno zgrabniej niż w człapakach), to jeszcze ja nie czuję się jak Guliwer, choć do Calineczki nadal mi daleko... Te które kupiłam, są w dodatku zwyczajnie ładne. Ech, i jak tu nie dziękować losowi, za możliwość noszenia butów? Takie radości na co dzień.

22 lipca 2011

Wszystko co kocham, nie kocha mnie

Te buty to połączenie wielu elementów, które w butach lubię najbardziej. Po pierwsze są z gatunku buciorowatych (odwieczny problem mojej mamy: "Dlaczego kupujesz takie buciory?". "No jak to, ładne są"). Ciężkie, stabilne, trochę męskie. Po drugie są oćwiekowane. A to oznacza, że są choć trochę chuligańskie. A że nie jestem nawet niegrzeczna, to but ma pracować na mój image dziewczyny-chuliganki, co to nie boi się niczego, pije wino z gwinta i przechodzi na czerwonym świetle. Po trzecie są trochę jak kowbojki. Nie muszę wspominać, że moim marzeniem (zaraz obok tego, żeby zostać chuliganką) jest być kowbojką (raz mi się nawet udało, ale o tym innym razem).
Wydawałoby się, że oto osiągnęłam nirwanę (nomen omen za czasów Nirvany to się dopiero fajne buty nosiło), że jestem w butowym raju, tylko ja i moje buty idealne... Siedzę na łące (albo w sklepie obuwniczym), wkładam je na moje bose stopy z perfekcyjnym pedicure, ich skóra ociera się o moją skórę (a, kolejny element idealności - są ze skóry)... Piiiiiiisk! Zakończenie jest co najmniej żenujące, upodlające i złe. Chyba są za małe. Ciągle łudzę się, że wróciłam późno do domu, miałam opuchnięte stopy, bo tak naprawdę chodzi o kilka milimetrów... Człowiek się zakocha, otrze skórą o skórę a tu takie numery...Za małe.

PS zamówiłam je w sieci. Zmierzyłam, dopiero kiedy dostałam paczkę.


20 lipca 2011

Byt czy but?

Nie mam szczególnej filozofii dotyczącej butów (coś w stylu: "dobry but prawdę ci powie" albo "gdzie butów sześć, tam coś tam"). Ale mam za to do butów stosunek. Pisać, że uwielbiam - to za mało, pisać, że nie widzę świata poza nimi, i że wolę szpilki zamiast kanapki z dobrym masłem - to za dużo.Nie jestem uzależniona, ale mam się na baczności. Bliska mi od zawsze prosta, chłopska logika podpowiada - poznaj wroga! Dlatego śledzę cholery na sklepowych półkach, w internetowym półświatku sklepów obuwniczych i na stopach innych (zboczuch!). Obserwuję też swoje stadko w prywatnej szafie. Dlaczego by więc o tym nie napisać? Tak, bo z miłości do butów i pisania powstał ten blog.