22 lipca 2011

Wszystko co kocham, nie kocha mnie

Te buty to połączenie wielu elementów, które w butach lubię najbardziej. Po pierwsze są z gatunku buciorowatych (odwieczny problem mojej mamy: "Dlaczego kupujesz takie buciory?". "No jak to, ładne są"). Ciężkie, stabilne, trochę męskie. Po drugie są oćwiekowane. A to oznacza, że są choć trochę chuligańskie. A że nie jestem nawet niegrzeczna, to but ma pracować na mój image dziewczyny-chuliganki, co to nie boi się niczego, pije wino z gwinta i przechodzi na czerwonym świetle. Po trzecie są trochę jak kowbojki. Nie muszę wspominać, że moim marzeniem (zaraz obok tego, żeby zostać chuliganką) jest być kowbojką (raz mi się nawet udało, ale o tym innym razem).
Wydawałoby się, że oto osiągnęłam nirwanę (nomen omen za czasów Nirvany to się dopiero fajne buty nosiło), że jestem w butowym raju, tylko ja i moje buty idealne... Siedzę na łące (albo w sklepie obuwniczym), wkładam je na moje bose stopy z perfekcyjnym pedicure, ich skóra ociera się o moją skórę (a, kolejny element idealności - są ze skóry)... Piiiiiiisk! Zakończenie jest co najmniej żenujące, upodlające i złe. Chyba są za małe. Ciągle łudzę się, że wróciłam późno do domu, miałam opuchnięte stopy, bo tak naprawdę chodzi o kilka milimetrów... Człowiek się zakocha, otrze skórą o skórę a tu takie numery...Za małe.

PS zamówiłam je w sieci. Zmierzyłam, dopiero kiedy dostałam paczkę.


3 komentarze:

  1. Buty kupione w inter. są jak bażanty. Każdy wie jak wygląda bażant, tylko dlaczego kurier zawsze przynosi bażancia samiczkę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Apokalipsa, wydzwaniam do domu czy jest już paczka. Jest!!! Moje botki. Liczę że, nie będzie to żadnej kategorii bażant..

    OdpowiedzUsuń
  3. Lepszy bażant w domu, niż wróbel w garści, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!