6 września 2011

Metamorfoza

Moje buty z założenia  mają być och i ach w każdej sytuacji (zgadnijcie czy ma to jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości, odpowiedź na fanpejdżu nieobutego - w postach niejakiego Piotra Cz.). Oczywiście daruję sobie wygodne kapciuszki na balu w Sheratonie, ale dajmy na to te świetne, piękne i... cholernie drogie Vagabondy MUSZĄ być świetne ZAWSZE. I są, prawda?

Tak to wyglądało PRZED:

A tak było PO:


O co zapytałbym w komentarzu? Czy zwariowałam, żeby łazić po pracy, w domu w butach na wysokim koturnie. Nie, nie zwariowałam. Najpierw zdjęłam spodnie, potem soczewki, potem pomyślałam, że buty będą pasować do tego co zostało, i tak powstał ten post :)

PS Jeśli chcecie, możecie polubić mojego fanpejdża. Fajnie tam jest! Można sobie codziennie pokazywać buty :)