28 listopada 2011

Siostro!

Otaczam się butomaniaczkami. Po pierwsze mama (kiedyś zamieszczę tu o niej posta), po drugie koleżanki, przyjaciółki i znajome, każdy kto choć trochę czuje miętę butową (oczywiście im mięta silniejsza, tym lepiej) zdobywa moją sympatię. Na mojej długiej liście jest mnóstwo imion, każde z ich to wiele par butów... Czyli sporo pracy przede mną :). Odkąd tylko założyłam swojego blogaska, wiedziałam, że będę musiała i chciała przedstawić swoje buciarskie siostry. Oto siostra K.

Kiedy targają mną wątpliwości: but czy obiad. K. potrafi je rozwiać, o tak:

Ja: Kupić te buty?
K.: Kup.
Ja: Cholera, drogie są, będę jadła suchary do końca miesiąca.
K.: Albo kupisz buty i zaciśniesz pasa, albo przejjesz kasę i nic nie bedziesz miała. Czymże jest miesiąc żarcia sucharów w porównaniu z dobrymi butami?! Jak masz na nogach świetne buty, to nawet jak żresz mielonkę z puszki czujesz się jak bogini!

Wizja bogini mnie przekonała... I...

Ja: Kupuję!
K.: ciesze się, że mogę być z tobą w tym momencie, wzruszam sie zawsze kiedy jestem obecna przy narodzinach nowej, pięknej przyjaźni...

Nie będę już nic więcej pisać! Zaczynam pokazywać! Siostro, bucik poproszę!

Zbiór kolekcji:

To moja nowa miłość... Kupione na allegro za 300 złotych, w Złotych Tarasach (w sklepie Quiddi) kosztują 500 złotych :)


W temacie miłości do brązu:




Na te zwróciłam uwagę od razu. Wiadomo: jest frędzel, jest kowboj. Bjutiful!



A wiadomo, że jak jest kowboj, to gdzieś czai się również motocyklista (te śliczne są z Aldo):



Obie jesteśmy WIELKIMI fankami Vagabonda. Pamiętam jak K. dzwoniła do mnie z rozterkami, czy kupić te buty, czy nie... He he he, czuję się autorką sukcesu:



Pantera, pantutaj:



K. w tych butach obskakuje wszystkie wesela latem...



Bo zimą na wesela chodzi w tych. Muszę powiedzieć, że według mnie są okropne, ale K. twierdzi, że nie zasługują na tak okrutne słowa :) 



A skoro jesteśmy przy czarnych.... Tu mały DIY. K. zaniosła te buty do szewca, który "włożył" w nie platformę, podobno teraz są wygodniejsze.



Czerwone sandały są idelane, K. podobnie jak ja jest wyznawczynią zasady: latem im mniej na stopie, tym lepiej!


Lubię zwykłe pantofle, więc nie wiem dlaczego nie zrobiłam powiększenia tych butów, ale zdjęcie zamieszczam, bo uważam, że K. wygląda tu fantastycznie:




Po butelce wina, przebierankach i plotach stwierdziłyśmy, że najlepsze i tak są zwyklaki. Proste, czarne, bez obcasa... Podsumowanie było takie: "A potem mówisz komuś, że uwielbiasz buty, że masz ich miliardy, że ślinisz się na widok Blahnika, a twój rozmówca (dlaczego to jest zawsze długonoga szczupła laska??) patrzy na twoje zdarte czarne, płaskie kozaki i myśli: <<Aha, na pewno>>". 


4 komentarze:

  1. Z niecierpliwością czekam na kolejne wizyty. Brązowe piękne

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze - długie, brązowe - cudne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, zgadzam się z wami drogie Anonimki :) Brązowe są cudne, w dodatku są świetnie wykonane, z miękkiej skóry, stabilne... Miodzio:)

    Na wizytę butową zawsze chętnie podjadę:) Czyścić buty i dawać znać:)

    Egri

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałabym wielką ochotę na te z frędzelkami, marzy mi się look cowboyki :)

    Poza tym zapałałam miłością do tych czarnych botków na koturnie, piękne, piękne! A wspomniane we wcześniejszych komentarzach brązowe są również jak najbardziej mniam!

    Siostra K. ma świetną kolekcję! A jej podejście do zakupów jest jak najbardziej zdrowe, buty zostają i cieszą oko i stopę, a że się nie zeżarło kotleta, to tylko własne dupsko może podziękować, że nie jest szersze!

    Aleaale

    P.S. Z niecierpliwością czekam na kolejne posty!

    OdpowiedzUsuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!