30 marca 2012

Raz w życiu...

Raz w życiu mój brat będzie obchodził 24 urodziny! Postanowiłam to uczcić rajstopami z brokatem, które pewnie założę raz w życiu. To co, szorty i szort post, bo czas uciekać na imprezę (Pysk zadowolony, bo podobno będą aż dwa rodzaje śledzi :)



PS bluzko-tunika z betterfly (beznadziejna jakość:(()
But Bruno premi (wiadomo:))
szorty z orsaya


28 marca 2012

O czym myślą bojówki

No tak to jeszcze nie było, żeby w ubraniu doszukiwać się symboli. Owszem szpilki mogą sprawić, że staniesz się Carrie, a opaska na jedno oko zrobi z ciebie pirata, ale żeby łachy gadały, to pierwsze słyszę.

No dobra, trochę je zmusiłam do tej rozmowy.

Nieobuty: Zielone bojówki! Kim jesteście? GADAĆ!
Zielone bojówki: Jesteśmy wojownikami, symbolem przemocy i radosnych harców na zdobytych ziemiach, o Pani!
Nieobuty: O wy głupie spodnie! Na zdobytych ziemiach lepiej tańcować w sukience!
Zielone bojówki: Bo my jesteśmy dla facetów, nie babskie!
Nieobuty: Milczeć! Jesteście zielone i głupie. Włożę was do pracy. Jak będę szła na ziemie zdobyte, nawet o was nie pomyślę!
Zielone bojówki: Do pracy... Łeeee.
Nieobuty: Milczeć! Włazić na tyłek!

Potem zagadałam do jaskólczej koszulki:

Nieobuty: Jakólcza bluzko, a ty co symbolizujesz?
Jaskólcza bluzka: Zieeeew, no chyba ten, wolność, jakoś tak. Nie wiem o co chodzi, bo i tak całą zimę przesiedziałam w szafie.
Nieobuty: Jak to wolność? To co ty nic nie mówiłaś, żeś taka fajna?
Jaskólcza bluzka: A bo ja wiem... Chyba mi się nie chciało.
Nieobuty: Głupia! Wskakuj na mnie. Pójdziesz do roboty!
Jaskólcza bluzka: Co??? Weź no, nie chce mi się! Woooooooooolność!!!!!
Nieobuty: W ramach tendencji wolnościowych cię nie uprasuję, pasi?
Jaskólcza bluzka: Lepszy rydz niż nic.


Na pytanie: "Gadasz z ubraniami??", odpowiadam: "Nie, zmyślam to sobie, nie mam czasu na gadanie z ubraniami. Gadam z podkładem (wmawiam mu, że jest głupi), tuszem do rzęs (o pogodzie) i sokiem marchwiowym (codziennie proszę go by mnie nie zapomarańczowił)".


Z butami nie gadam! Buty sa ok. Milcząc znoszą ciężar... nie mój! Tego świata oczywiście!!

27 marca 2012

(Z)degustacja

"Cóż za kiepski humor od rana", powiedziała zdegustowana swoim nastrojem hrabina. Wstając z łóżka, potrąciła łokciem szklankę, w której moczyła się jej sztuczna szczęka. Przy śniadaniu i kawie zdała sobie sprawę, że sukienka, którą przygotowała jej wczoraj Marysia jest do dupy. "Chuj z koronkami", wrzasnęła i nożem do masła poszarpała kremową kreację utkaną z najlepszych jedwabi.

Najchętniej zostałaby cały dzień w łóżku. Patrzyła się w sufit i jadła solone chipsy. Może przyszłaby jej do głowy jakaś rozsądna myśl, może coś by wymyśliła między jedną paczką ziemniaczanych płatków. Niestety musiała wyjść z pieleszy. Zrzuciła koszulę. Z pogardą spojrzała na kostiumy, barwne spódnice, i obcisłe sukienki. Dzisiaj, z powodu swojej beznadziejności, chciała wyglądać beznadziejnie. A jak hrabina czegoś chce, to dostaje:


Na buty nie narzeka

26 marca 2012

Być jak Carrie...

Pysk nie cierpi Carrie Bradshaw i wkurza się kiedy mówię mu, że to moja ulubiona postać filmowa (prócz postaci granych przez Allena). Ja mu mówię, że Carrie ma przecudne buty, on mi na to, że "ta baba nie umie gotować", ja mu że świetnie pisze i robi karierę, on: "nawet nie posprząta", ja mówię "piękna", on mówi "do niczego". Dla mnie to, że trzyma swetry w piekarniku jest świetnym patentem, w nim budzi odrazę. Co zrobić? Ucałować Pyska w łeb i udawać, że te sznury PEREŁ (lol) nie mają nic wspólnego z Carrie (złośliwi zapewne potwierdzą, ale obiecuję, że kiedyś dorobię się takiej ilości!). 
 
Może życie to nie film (a już na pewno nie serial), ale nikt nam nie zabroni chować swetrów do lodówki, kupować setnej pary butów, ślinić się na widok welonu z ptakiem, nowego kapelusza, którego nigdy nie założymy, i zamawiać obiadu w chińskiej restauracji!


23 marca 2012

Kwestia piratowania

Powiew wiatru, bryza morska na twarzy, kradzieże, rozboje i pijaństwo. Jak wiadomo to jest życie, o którym marzy każda panienka.
Aby zapewnić sobie przynajmniej jego namiastkę, należy:
a. założyć bluzkę w paski
b. przkrótkie spodnie
c. trampki (choć lepsze byłyby sztyblety, ale cóż, nie udało mi się ich posiąć przy okazji ostatniej rozróby)
d. NAJWAŻNIEJSZE: obudzić się z myślę, że jest się piratem i nie dać sobie wmówić, że jest inaczej, nie zwracać na pobłazliwe spojrzenia Pyska, nie komentować jego przytyków, nie reagować na: "a jak będziesz gwałciła te biedne panny w portach". Generalnie OLAĆ świat poważnych bobków i ruszyć łajbą przed siebie. W końcu dzisiaj piątek, nie?:)


A jeśli uda wam się zmusić kolegę ze statku do pozowania na blogaska... To już pełen sukces:
Niebuty: Jaaaaaaack, cho no tu.
Jack: ?
Nieobuty: Pstryknę ci fotę na blogaska, proszę zaprezentuj ładnie buty!

22 marca 2012

Potwór nieobuty

Myślę, że życie ze mną to jedna z najprzyjemnijszych rzeczy jakie się mogą przytrafić człowiekowi. Gotuję, rozbawiam, pieszczę intelektem... :)

A teraz PACZCIE jak jest naprawdę:

godzina 6.00

Pysk: wstaaaaawaj, czas na zdjęcia na blogaska!
Nieobuty: Pip pip piiiiiiiiiiiiip.


godzina 6.15

Pysk: Przecież obiecałaś się ładnie ubierać!
Nieobuty: Piiiiiiiiip
Pysk: Zdjęcia na blogaska ci nie wyjdą... <śmiech sztana>


godzina 6.47

Nieobuty: No doooooooobra.


Potem jest jedzenie, które zawsze poprawia mi nastrój, najlpiej dużo. I nie ma, że się nie chce. Śniadanie zjem zawsze! Kolację, obiad i wszystko inne też. Zawsze.

W efekcie powstaje takie coś:


A teraz najlepsze:

Nieobuty: Zrób mi radosne zdjęcie. Jak skacze. Taka pełna optymizmu, radości i checi do życia.
Pysk: Oooook.
Nieobuty: Uwaga, skaczę. Robisz?
Pysk: Robię.
Nieobuty: Na pewno robisz?
Pysk: Na pewno, skacz!

A to cholera!:


21 marca 2012

Świat jest mały

Świat jest mały, za to moje biodra całkiem spore. A to jest ten krój spódnicy, w którym wyglądają świetnie (mówię to ja, twórca pojęcia "pasztetyzm"). I w tej spódnicy zamierzam przeciskać się w tym cholernym małym światku (powodzenia!).


Ale co ja tu o spódbnicy, buty, buty drodzy Państwo są tu najistotniejsze. Miłość od pierwszego wejrzenia, wziełam nawet na nie kredyt (co prawda nie w banku, ale u Pyska, ale spłacałam dzielnie co miesiąc). I nie mówcie, że to głupie. Jak się pokocha, to się nie robi głupot, wtedy człowiek się po prostu stara! Zresztą, popatrzcie sami, nie wzięlibyście pożyczki?:)



Grafika MOJA!

20 marca 2012

Liczycie lata w wiosnach?

Jeśli tak, to stuknęła mi właśnie 28. Mówię Wam, nie ma nic lepszego niż 28 lat! Nadal można nosić białe trampki (w tramwaju chłopaki z liceum nie ustępują ci miejcsa) i pomalować paznokcie kolorowymi lakierami (chłopaki z liceum mają to w dupie, nie takie hardkory oglądają na co dzień).



Pamiętam, że w podstawówce pierwszego dnia wiosny przebierałam się albo za ufoludka, albo za kogoś dorosłego (co w gruncie rzeczy było dla mnie tym samym). Jak łatwo się domyślić sytuacja zmieniła się o 180 stopni - dzisiaj przebieram się za dziewczynę z liceum. Niestety, o ile w podstawówce jako ufoludek czułam się zupełnie ok, o tyle dzisiaj z kolorowym frenczem (WTF??) czuję się jak debil. :-)

Niech żyje wiosna!

19 marca 2012

Hello Mr. Tramp!




Ostatnie dni zimy spędzam w trampkach. Stopy przywykłe do kozaków, cholewek i solidnej podeszwy, nie nadąrzają za gumowo-płócienną otuliną (osz, użyłam tego słowa, fuj) Conversów. Nie wiem czy to jedyny powód, czy może jeszcze zimowe niedospanie, sprawiło, że dzisiaj na chodniku zachowywałam się jak Tramp z filmów Charliego Chaplina.


Płaszcz jest z lumpeksu, jak wszystkie moje kurtki i okrycia wierzchnie (chyba mam dzień używania dziwnych słów) :)


Trzymajcie kciuki, żebym nie skręciła sobie kostki! Na wiosnę się nie opłaca!

16 marca 2012

Mazowszanka

Z okazji piątku chciałoby się rzec: jest pięknie, alleluja. Tymczasem na usta (i na koszulkę) ciśnie się: dziadostwo!



Historia butów, które mam na sobie z okazji Dnia Dziada jest prosta (trochę przeze mnie ubarwiona): piękna solistka Mazowsza złamała nogę przy oberku i ze łzami w oczach puściła swoje piękne buty do tańca w świat. Cóż za ironia losu, że trafiły do mnie. Osoby, która w tańcu jest równie dobra, co w lotach na księżyc. Pysk potwierdzi! Czuje jednak spuściznę Mazowsza, dlatego pomalowałam usta czerwonym błyszczykiem. Hop! (odgłos przytupu).


PS koszulka "Dziadostwo" jest ze sklepu Pan tu nie stał :)

15 marca 2012

Próżnia, w której nic nie ginie

Historia była taka: O. pożyczyła mi buty. Poszłam w nich na wesele, wszystko pięknie i... czarna dziura! Nie piłam duzo, ale nie mam pojęcia co się z nimi stało. Przeszukałam szafki, przeszukałam inne szafki, przeszukałam katy, zajrzałam za kanapę, pod kanapę. Moją uwagę przykuła plastikowa siatka, która leżała sobie przy drukarce. Zajrzałam do środka, a tam... buty, których nigdy w życiu nie widziałam, nie znałam, nie mam pojęcia, czyje mogą być. Czyżby za moimi plecami nastąpiła jakaś zgrabna wymiana?:)))) Nie wiem, ale korzystam!:)



Sukienka: Pretty girl
Buty: yyyy:)

14 marca 2012

Kabel

Moje mieszkanie jest okablowane. Te pod stołem to pikuś, poczekajcie na foty przy kanapie. Chciałam z nich zrobić użytek i wymyślić jakąś fajną metaforę, że "życie jest jak kabel", albo "splątanego kabla siłą nie rozwiążesz", ale co ja się będę w Coelho bawić...

Tymczasem na nogach: Bruno Premi i "skórzane" szorty z Orsay'a. Zdjęcie robione przy śniadaniu, warto więc wspomnieć o statystach, którzy nie załapali się do zdjęcia (herbato z cytryną i owsianko z brzoskwiniami, pozdrawiam!)


Foty pstrykał zwleczony z łóżka Pysk.

13 marca 2012

Obowiązek obowiązkiem jest (a przyjemność - przyjemnością)

     Aby kształtować w sobie takie cechy charakteru jak: sumienność, dotrzymywanie słowa, obowiązkowość, wytrwałość i tak dalej, postanowiłam częściej zamieszczać posty.
     Niestety nie zwiększę częstotliwości kupowania nowych butów (w końcu nie samymi butami człowiek żyje, a mięso podrożało). Dlatego zmiana zasad, panowie i panie! Buty będą się powtarzać! Mam nadzieję, że wszyscy zniesiemy to z godnością. Dzisiaj dzień pierwszy z obiecanki - Bruno Premi (zajebiście wygodne!) i leginsy pusz ap (podnoszą tyłek do góry. Tak, naprawdę).





     Mam nowy zakątek do robienia fot :) Na lewo kuchnia (oznaczyłam statystów - ścierko, lejku i zepsuty ekspresie do kawy, dziękuję!), na prawo toaleta.

7 marca 2012

Premiera, pani! Orzeszkuuuu!

No i co ja pacze? Na film pacze. Nic nie będę pisać, bo się zmęczyłam montowaniem tego dziadostwa, ale chyba nawet mi się podoba. Czy zdjęcia odchodzą do lamusa? Tak, jeśli załatwicie mi zwolnienie lekarskie albo urlop, albo duuuużo wolnego czasu :)
 


To jeszcze czy słowa o butach: wyśnione, wymarzone, kupione Bruno Premi. Za małe. Odsprzedane Mamie. Siłą odebrane. Tak czułam, że schudła mi stopa, bo teraz są super!

Tymczasem zapraszam na premierę "Orzeszku".
Scenariusz: ja i Pysk
Z telefonem po podłodze ślizgał się Pysk.
Nogi moje, broda moja, usta, zęby, język - moje.