26 marca 2012

Być jak Carrie...

Pysk nie cierpi Carrie Bradshaw i wkurza się kiedy mówię mu, że to moja ulubiona postać filmowa (prócz postaci granych przez Allena). Ja mu mówię, że Carrie ma przecudne buty, on mi na to, że "ta baba nie umie gotować", ja mu że świetnie pisze i robi karierę, on: "nawet nie posprząta", ja mówię "piękna", on mówi "do niczego". Dla mnie to, że trzyma swetry w piekarniku jest świetnym patentem, w nim budzi odrazę. Co zrobić? Ucałować Pyska w łeb i udawać, że te sznury PEREŁ (lol) nie mają nic wspólnego z Carrie (złośliwi zapewne potwierdzą, ale obiecuję, że kiedyś dorobię się takiej ilości!). 
 
Może życie to nie film (a już na pewno nie serial), ale nikt nam nie zabroni chować swetrów do lodówki, kupować setnej pary butów, ślinić się na widok welonu z ptakiem, nowego kapelusza, którego nigdy nie założymy, i zamawiać obiadu w chińskiej restauracji!


1 komentarz:

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!