5 kwietnia 2012

Od rana do wieczora

Poranki to moje ulubione części dnia. Nic się jeszcze na dobre nie zaczęło, nic nie spieprzyło. Otwierasz oczy, a promyki słońca przeganiają resztki sennych mar. Spokojnie chlapiesz wodą ciało, wypijasz kawę i wcinasz kanapkę z pasztetem. Jeśli dzień wcześniej przygotowałaś sobie ubranie, to chwile szczęscia możesz jeszcze wydłużyć. Jeśli nie... Klniesz pod nosem, bluźnisz w (jeszcze) pastelowych, porannych myślach, wyciągasz jakieś dziwne sukienki, do których oczywiście nie możesz znaleźć odpowienich rajstop, nie mówiac już o tym, że prawdopodobnie w sukience będzie ci za zimno. O, a bluzka, którą ewentualnie mogłabyś założyć zamiast sukienki ma plamę, a spodnie są obrzydliwe i czas najwyższy się ich pozbyć.

STOP

Wróćmy do pasztetu.

Dojadasz kanapkę z pasztetem. Wyciągasz z szafy czarne spodnie, dżinsową koszulę i ulubione trampki. Niczego nie trzeba prasować, niczego dopieszczać. Spokój, cisza i harmonia.

STOP

Zapomniałaś o czymś na wszelki wypadek. To, że wyglądasz jaby cię nie było, nie znaczy, że nikt cię nie zaczepi i nie zburzy porannego nastroju. Więc na wszelki wypadek przygotuj rewolwer.



Adios!:) Miłego dnia!

2 komentarze:

  1. Wyjęłaś mi to z ust moja droga, pierwsze zdanie o niespieprzonym jeszcze poranku jest ucieleśnieniem mojego życiowego motto!!! I chyba uważam, że to najlepszy wpis :) Wyraża moje uwielbienie w stosunku do poranków, uwielbiam mieć czas rano, leniwie i na spokojnie zacząć dzień kawą, śniadaniem. Potem niech się dzieje co chce ale poranek muszę celebrować!
    Btw. chyba muszę sama się również uzbroić w takowy rewolwer, you never know when it can be needed!

    ALeale

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z tobą, celebraja poranków to przyjemność, jakich mało:)

    OdpowiedzUsuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!