24 września 2012

All about shoes

Taaaaaaa, dwa lata temu mój pomysł na bloga był jasny. Będę pisać o moich butach. Wiecie, że tak się nie stało:) Dobrze to czy źle, nawet nie będę pytać. Buty nadal są moją miłością, ale nie mam przypadłości kompulsywnego kupowania i jeśli miałabym pisać tylko o nich, dodawałabym posta raz na dwa miesiące (a nie tak jak teraz, raz na dwa tygodnie:)).

Dzisiaj jednak post sięgający do korzeni. Bo właśnie o butach. Nowych butach.

Jakiś miesiąc temu na profilu All about shoes zobaczyłam piękne brązowe sznurowane trzewiki. Love, miłość, amuuuur - to wszystko, co normalne kobiety czują na widok pięknych szpilek. Mi serce drży, gdy widzę TO.

Zbierałam na nie kasę przez miesiąc, odmawiając sobie kawy latte w Złotych Tarasach (domyślacie się zapewne, że odłożyłam niezłą sumkę). I kiedy nadszedł TEN dzień pojechałam w strugach deszczu na Saską Kępę, żeby dopełnić dzieła. Znalazłam szołrum All about shoes (nie cierpię chodzić po małych, zakamuflowanych sklepikach, w których panuje przyjacielska atmosfera, bo się WSTYDZĘ, więc te buty to była naprawdę miłość). Poszłam do sklepu z Pyskiem pod ręką, żeby mnie chronił, jakby  jakiś podły człowiek chciał mnie przypatkiem zagadać.

Okej, znaleźliśmy sklepik i bohaterska postawa Pyska przysnęła. Nobo jest kanapa, jest miejsce dla mężczyzny, to idź se kobieto i radź jak możesz, a mnie do tych swoich zakupów nie mieszaj! - Dobra, dobra - mówię i idę zmierzyć trzewiki.
 
Włożyłam je na stopę i... Nie, no nie, coś z nimi nie tak!!!Spytałam znudzonego Pyska: - Mogą być?Jego milczenie potwierdziło moje obawy. Oboje wiemy, że NIE, NIE MOGĄ BYĆ.

Nagle spostrzegłam, że jedno oczko Pyska jakoś dziwnie ucieka w bok. Jakby mi chciało coś powiedzieć. I w tym samym momencie poczułam olśnienie. Lśnienie, rozkosz i ekstazę. RADOŚĆ obuwnicza, jedna z najwyższych form radości!!!! Wzrok Pyska i mój powędrował na półkę, na której stały te wymarzone, idealne, piękne, cudne, śliczne BUTY. Jesuuuu. Do teraz mam stany orgazmiczne, gdy o tym piszę :D:D:D.



Ech:) No i jak wam się podobają?:)))

Podejmowanie decyzji trwało bardzo, bardzo krotko. Jestem zakupowym facetem. Jestem zdecydowana, nie marudzę. Podobają mi się, kupuję i chrzanię to, że trzeba będzie żyć na ryżu przez kolejny miesiąc. Niech żyją męskie decyzje, niech żyją męskie buty!!!:))))


18 września 2012

Detale

Słuchajcie, ja naprawdę chciałam przygotować posta z ałtfitem, naprawdę. Słowo honoru, że wstałam rano i ubrałam się przyzwoicie. Uwierzcie, że zamaskowałam korektorem wory pod oczami, żeby jakoś tego gluta twarzowego zwalczyć. Wypiłam kawę, zjadłam śniadanie, uśmiechnęłam się pięknie i mówię: - Panie, rób pan zdjęcie, tylko ładne!
Powiedział: - Ok, się robi maleńka. Stawaj no tu pod ścianą, nogę wystaw trochę, wyprostuj się, boś krzywa, włosy se popraw.

Posłusznie wykonałam polecenia, bo CHCIAŁAM wam pokazać mój ałtfit!!

No i teraz patrzę na te foty... I nie mogę uwierzyć!!! Jak ja wyglądam! Na każdym zdjęciu coś nie tak, a to noga nie taka, a to oko opadło, a to grzywka się podwinęła... Czy ja na łeb upadłam, że założyłam bloga, na którym trzeba pokazywać się na zdjęciach??

No więc klisza wypstrykana, a ja Wam mogę pokazać tylko to. Wybaczcie i dajcie rady, jak dobrze wyjść na zdjęciach!



A teraz grzecznie udajemy, że to jest post o detalach ałtfitowych, ok?:)

Wpadł mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Może by tak porażkę zamienić na sukces i napisać posta bez zdjęć?

Całusy!!!