26 listopada 2013

Na problemy - Clinique Lash Power

To nie jest tusz dla zwykłych ludzi! To jest tusz dla ludzi z problemami. Łzawiące na maksa oczy, soczewki kontaktowe, długie rzęsy (trzeba być mistrzem, żeby doszukać się problemu w długich rzęsach) - to wszystko powoduje, że słaby tusz spływa z rzęs i ląduje pod oczami. Cienie z tuszu plus wory pod oczami - tak się robi stylówkę na bal górnika.

Clinique Lash Power to nie jest wodoodporny tusz, ale bardzo trwały. Nie ruszą go: deszcz, łzy, pocieranie, dotykanie. Ale uwaga! Zmyje go ciepła woda (choć ja zmywam go Biodermą). Nie odbija się na powiekach, momentalnie zastyga. Jest bardzo czarny, pogrubia, wydłuża, podkręca i takie tam (chociaż ja mam niezłe rzęsy z natury), ale... spektakularnego efektu nie zrobi. To raczej tusz na co dzień. Ma jeszcze jedną zaletę, jest bardzo delikatny, dobry dla tych, których zwykłe tusze podrażniają. Bo mnie na przykład każdy tusz uczula, prócz Clinique. Jednym słowem za 100 złotych mam komfort jak stąd do... daleko. Ale tym, którzy komfort odnajdują w tuszu za 10 zł, nie polecam zmiany. Bo to nie jest tusz dla normalsów.


15 listopada 2013

Frajdej but #1

Frajdej but to nic innego jak ulubieńcy sierpnia, najukochańsi chłopi lipca, albo co masz w swoim bagażniku. Taki cykl postów, w których prezentuję but tygodnia. Który zawładnął moim sercem.

Cykl otwiera jeden z moich ukochanych sklepów All about shoes, której właścicielkę Anię Michniewicz bardzo pozdrawiam:))
Gdybym tylko mogła, kupowałabym tam i kupowała. I kupowała. A potem nosiła:) Mam od AAS jedną parę butów (moje buty), którą kupiłam chyba rok temu. Noszę je bardzo często i wyglądają naprawdę świetnie. To zresztą jedne z moich dwóch ulubionych par butów (drugie to botki Vagabond).

Ale wracając do frajdej buta:) Pierwsze frajdej buty można kupić właśnie w AAS a są to czarne botki Lazamani. Kiedy powiem: w tych butach czułabym się zajebiście kobieco!, połowa ludzkości powie: o rany, przecież to nie szpilki, a druga krzyknie zapewne: mam to w dupie!:)


Ale ja naprawdę najbardziej kobieco czuję wtedy, kiedy jest mi wygodnie i komfortowo. Proste, klasyczne, bez miliarda ozdób, bez ćwieków, marszczeń i udziwnień. To zdecydowanie  Dlaczego producenci obuwa tak stronią od klasyki? Przecież ona ZAWSZE sprzedaje się najlepiej. Lazmani w prawdzie mają jakąś przeplatankę na cholewce, ale chyba jestem to w stanie ją zaakceptować. Bo... TAK! NOSIŁABYM! Oj, jakże bym nosiła:) Z dżinsami, z szortami, z sukienką (moja obsesja: buty kowbojkowate plus sukienka!). Wiosną bym nosiła. Na czarno bym się nosiła. Żeby podkreślić blade nogi. Siła i moc :) Matko rozmarzyłam się! Wróć, proszę, do rzeczywistości, bo właśnie siedzisz w klapakach, których nie powstydziłby się żaden fan KUBOTĘ.

Zatem drodzy państwo: frajdej but #1 za skromność, klasę i kobiecość! A co!:)



Aha, no i wiem, po prostu czuję, że będą moje :D




14 listopada 2013

Wory

Jeśli jest coś w mojej twarzy co mi przeszkadza, to wory pod oczami. Niby podchodzę do nich z dystansem, ale czasami trudno zachować spokój. Na przykład wtedy gdy wyglądasz jak matka noworodka, albo szczur korporacyjny, ewentualnie naukowiec, któremu zdarzyło się spędzić noc nad książkami. A ja śpię codziennie przynajmniej 6 godzin.

Kremy nie działają (a jeśli nawet zdarzy się cud, to trwa tyle co zużycie całego opakowania kremu), nie działają kostki lodu, wata nasączona herbatą (hehe, w ogóle jak to brzmi), metalowe kulki z żelami - też nie. Nadchodzi rozwiązanie ostateczne w postaci kliniki zajebistego piękna, ale została ostatnia rzecz, która może sprawić, że chirurdzy plastyczni nie zarobią na mnie ani grosza.

Chociaż to głupie.

Na pewno nie zadziała.

Wygląda kretyńsko.

I dźwięk ma irytujący.

Ale przynajmniej nie kosztuje tyle co 100 hamburgerów w Maku.


Na blogu Azjatycki Cukier  (jeden z moich ulubionych blogów) znalazłam takie ćwiczenia pani Fumiko Takatsu (ostrzegam, wygląda to niezwykle kretyńsko)



Zamierzam wykonywać ćwiczenia i wyglądać podczas nich zdecydowanie gorzej niż ta słodka kobieta. Daję sobie miesiąc wykrzywiania buzi. Zobaczymy. Dam znać. Nie wory będą z Wami!

13 listopada 2013

Witamina C

Gdyby witamina C miała jako taki rozum, natychmiast rozpoznałaby we mnie stalkera. Uwielbiam ją, łażę za nią, kupuję, łykam, wcieram. Śledzę. Jestem tam gdzie ona.


Ze wszystkich produktów z witaminą C jakie miałam, najbardziej lubię serum FLAVO C. Kiedy mi się skończyło, kupiłam dwa inne produkty - krem z witaminą C ZIAJA i serum z witaminą C Lancome. To był błąd.



Lancome, który kosztuje 300 zł (!!!), to naładowane silikonami serum. Ja miałam jedynie jego sporą próbkę (używałam około dwóch tygodni). Fakt, przez pierwsze dwa dni skóra była tak gładka, jak blat upierdolonego stołu Durczoka (po umyciu). Ale już trzeci, czwarty dzień to jakiś koszmar. Jakbym sobie wodę kładła na buzię. Zero efektów, prócz wysuszenia.

Ziaja kosztuje 17 zł.  Porównywałam go z ACTIVE C LRP (niestety nie mam zdjęcia). Oba słabo nawilżają, ale LRP robi na ryjku czary mary. Rozświetla, ujednolica kolor, jednym słowem: nadaje Twojej cerze blasku. :))) Ziaja? No właśnie nic nie robi.

Wniosek, o którym gadam non stop i rzeczywiście może już nieco wkurwiać, jest taki: Najlepsze jest serum Flavo C, które jest moim hitem od kilku lat. Na zdjęciu butelka po kosmetyku z 8% zawartością witaminy C, ale jest jeszcze wersja forte (15% witaminy C) i to ją polecam kupić, szczególnie jeśli macie normalną, niewrażliwą skórę.

Prócz tego, że wcieram w ryjek witaminę C, to pochłaniam ją jeszcze w suplementach oraz w jedzeniu. Kiszona kapusta i kiwi rządzą. Dlaczego tak się na nią uparłam? Bo między innymi ona likwiduje wolne rodniki. A one odpowiadają za zło tego świata: starzenie i raka.

12 listopada 2013

Redermic R

Hello! Dzisiaj post typowo informacyjny. Nie będzie prozy ani rymów. Nic. Jedynie suche fakty.

Zawsze miałam niezłą cerę, ale jakoś niedawno wszytko mi się popieprzyło i nie wygląda to tak różowo (no dobra różowo wygląda, bo mam rumieńce na pół buzi) jakbym chciała. Mam jakąś tam mini obsesję na punkcie pielęgnacji. Nie wiem, pewnie się nudzę i nie mam na co kasy wydawać. Postanowiłam więc poszperać no i zrobić coś z tą twarzą.

Jaki jest problem? Pfff. Sucha skóra, naczynka i dziwaczne grudki pod skórą (ble). Na problemy najlepsze są blogi. Trafiłam na Blog Kosmetolog i tam dowiedziałam się co i jak. Polecam Wam tę lekturę, idzie szybciej niż najlepszy Harlekin:). Poza tym pisze go profesjonalistka, która gada (pisze) do rzeczy, nie reklamuje i nie powiela durnowatych opinii z blogów bjuti guru. Ad rem.

Postanowiłam zrobić sobie kurację retinolem czyli witaminą A. Co to jest retinol i co kaman? Odsyłam was do bloga Kometolog. Tam wszystko jest wyjaśnione dokładnie i  bardzo wyczerpująco. Dla leniuchów cytaty z Kosmetologa:

Właściwości retinolu nie muszę Wam chyba specjalnie rekomendować, w każdym razie jest to w tym momencie najsilniej działająca substancja przeciwstarzeniowa, stosowana w dermatologii juz dobre czterdzieści lat, a także (zwłaszcza pochodne) przeciwtrądzikowa.

Retinol, mówiąc w wielkim skrócie ma bardzo szerokie spektrum działania. Rozpoczynając od

naskórka- działa złuszczająco, ścieńczając nadmiernie pogrubioną martwą warstwę rogową (która z wiekiem jest coraz grubsza) i zmniejsza nadmierne rogowacenie, natomiast pogrubia żywą warstwę podstawną naskórka (która z wiekiem jest coraz cieńsza). W skórze właściwej zaś stymuluje syntezę włókien kolagenowych oraz kwasu hialurynowego. Wspaniale wygładza i pojędrnia skórę, rozjaśnia przebarwienia i jest w stanie cofnąć w pewnym stopniu efekty fotostarzenia. No i oczywiście retinol działa również przeciwtrądzikowo
 retinol ma niestety poważną wadę, otóż potrafi skórę porzadnie podrażnić. Dlatego wciąż trwają badania nad zmniejszeniem drażniącego działania wit. A.
No i właśnie ten ostatni punkt zniechęcał mnie do zakupu. Powód to oczywiście moje policzki, które całe są w pajączkach. Ale kiedy wymyślili retinol dla cery wrażliwej, to oczywiście go kupiłam:) To REDERMIC R firmy La Roche-Posay. Kosztuje ok 100 zł.



Stosuję go do tygodnia i.... i efektów brak. Podrażnienia nawet brak:) Ale podobno trzeba dać mu czas. Więc czekam cierpliwie.

A oto reszta kosmetyków, które kładę sobie na buzię, żeby wyglądała jako tako. Oczywiście wszystko przykrywam podkładem. Jeśli ktoś dzisiaj zmusiłby mnie do wybrania jednego kolorowego kosmetyku, to byłby podkład.

Od lewej: Avene Cicalfate - bardzo mocno nawilżający krem, łagodzi też podrażnienia. Dobrze działa na suchą skórę. Potem stoi retinol. A za nim filtr LRP Anthelios XL. Używam filtrów cały rok, a przy retinolu to już w ogóle!! Za filtrem maska IWOSTIN dla suchej skóry. Bardzo dobrze nawilża, nie trzeba jej zdejmować, bo wchłania się cała (przynajmniej na mojej bardzo suchej cerze tak się zachowuje). Tubka, która leży pod kremami to żel na naczynka Auriderm XO z witaminą K. To najlepszy specyfik na naczynka, jaki miałam (a miałam tego dużo). Używałam go jakieś dwa lata temu i bardzo mi pomógł, naczynka były niemal niewidoczne. Niestety przestałam smarować nim twarz, no i wszystko wróciło. Na focie nie ma wody termalnej VICHY i micela Biodermy, którymi przemywam buzię.




Kiedy skończę kurację, dam wam znać. Chciałabym pokazać zdjęcia swojej buzi, ale nie wygląda to apetycznie, a może coś właśnie jecie. Musicie mi uwierzyć na słowo: nie jest dobrze!:)


6 listopada 2013

Na zimę

Wizja zimy mało mnie raduje, wzmocnienie jej koniecznością kupienia butów doprowadza do chęci zabicia połowy świata łącznie ze sobą. Wtedy konieczne staje się zabicie ocalałej połowy, bo co to za świat beze mnie?

Dobry wstęp do posta o zakupie obuwia zimowego?:) Zimę spędzam w stolicy, w której niestety, chodniki obsypuje się śniegiem solą (!!).Nie wiem, jak musiałabym się starać, żeby nie zniszczyć butów białym nalotem. Swoją drogą czy ktoś kiedyś odpowie za w ten sposób uwalone totalnie buty (drogie buty!)? Nadejdzie chwila, kiedy ratusz zaleją właściwe pozwy.

Czego szukamy? Czegoś: 1. ładnego; 2. taniego; 3. ciepłego. Co znajdujemy? Drogie, zimne nieocieplone dziadostwo, które jeszcze nie wie, że nie przeżyje w Warszawie (nie sądzę by tylko tu) ani połowy sezonu zimowego.

Wybrałam 3 sklepy. CCC, Dajszman i internetowy deezee (wiem, że w tym wypadku smród gumy mamy gratis). Co znalazłam?



W CCC - buty w stylu motocyklowym. Chyba nieco mi się znudził ten model, ale od biedy mógłby być. Są ładne, kosztują 129 zł, nie wiem czy są ciepłe...

Nic więcej w tym sklepie nie znalazłam. Niektóre okazy były całkiem ok, ale odpadały przez jakieś okropne zdobienia, typu ćwieki albo sztuczne marszczenia gdzieś na cholewce. Mam na to alergię.


W Deichamnn tylko jedna (niespodzianka!) para mi się spodobała. Ładne (będzie spór?), tanie i widzę tam jakiś kożuszek :D Ciekawe czy dałby radę przy -20.


Idziemy do DeeZee. W sklepie jest dział "śniegowce". Myślałam, że znajdę coś właśnie tam. Wbrew pozorom. No ale wszystko po staremu. Kicz, ćwieki i guziki. I choć Emu to niezłe paskudy, ich podróbki biją je na głowę. Nawet nie linkuję. Szkoda czasu. Zamiast oglądać paskudy idźcie do Centrum Sztuki Współczesnej na jakąś miłą obrazoburczą wystawę.

W DeeZee znalazłam coś takiego.



Jeśli dobrze widzę, są wykonane z materiału, który prezentuje się jak tektura. No ale są ocieplane i kosztują prawie 90 zł. Pamiętajcie o smrodzie gratis.
Jak widać dobrze nie jest. Może i kupiłabym Emu, korzystając z jakiejś super promocji, ale to i tak będzie zbyt dużo kasy jak na buty, które na bank zniszczą się już pod koniec lutego.Muszę tu dopisać, że Emu posiadam, ale z racji tego, że olałam dbanie o nie wyglądają okropnie. Ale przyznaję, że są  to absolutnie najcieplejsze buty, jakie kiedykolwiek miałam.

Jakieś pomysły? Coś planujecie? Może zainwestować w sandały i  darować sobie wychodzenie z domu?