14 listopada 2013

Wory

Jeśli jest coś w mojej twarzy co mi przeszkadza, to wory pod oczami. Niby podchodzę do nich z dystansem, ale czasami trudno zachować spokój. Na przykład wtedy gdy wyglądasz jak matka noworodka, albo szczur korporacyjny, ewentualnie naukowiec, któremu zdarzyło się spędzić noc nad książkami. A ja śpię codziennie przynajmniej 6 godzin.

Kremy nie działają (a jeśli nawet zdarzy się cud, to trwa tyle co zużycie całego opakowania kremu), nie działają kostki lodu, wata nasączona herbatą (hehe, w ogóle jak to brzmi), metalowe kulki z żelami - też nie. Nadchodzi rozwiązanie ostateczne w postaci kliniki zajebistego piękna, ale została ostatnia rzecz, która może sprawić, że chirurdzy plastyczni nie zarobią na mnie ani grosza.

Chociaż to głupie.

Na pewno nie zadziała.

Wygląda kretyńsko.

I dźwięk ma irytujący.

Ale przynajmniej nie kosztuje tyle co 100 hamburgerów w Maku.


Na blogu Azjatycki Cukier  (jeden z moich ulubionych blogów) znalazłam takie ćwiczenia pani Fumiko Takatsu (ostrzegam, wygląda to niezwykle kretyńsko)



Zamierzam wykonywać ćwiczenia i wyglądać podczas nich zdecydowanie gorzej niż ta słodka kobieta. Daję sobie miesiąc wykrzywiania buzi. Zobaczymy. Dam znać. Nie wory będą z Wami!

7 komentarzy:

  1. Wrzuć swój filmik :D

    Allleale

    OdpowiedzUsuń
  2. sorry, ale trochę jak z filmu porno :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tym bardziej warto trenować :D

      Usuń
  3. Kiedy martwią mnie wory pod oczami, myślę o Ewie Szykulskiej.
    To mnie jakoś pociesza ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a mnie kiedyś ktoś powiedział, że jestem do niej podobna:) Więc sama rozumiesz, że problem jest DUŻY. I wiszący:)

      Usuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!