22 grudnia 2013

Czy to prawda, co mówią na mieście o sporcie?


Okres przedświąteczny jest dla mnie równie wkurwiający jak PMS, więc po raz kolejny daruję sobie wstępy. Chociaż nie! Pozwolę sobie na krótkie obwieszczenie we wstępie właśnie (a mogłabym ich po prostu nie pisać i byłoby z głowy): nie zrobiłam ani jednego pierniczka! Nie cierpię robić pierniczków!


Zrobiłam za to bigos, boczek i śledzie. Skończyłam późno i poszłam wykonać swój... TRENING. Tak. Trening. Ja. Trening. Nie żeby to był jakiś niewiadomo jaki terneing, ale jednak! Trening. Poświęcam co dziennie kilkadziesiąt minut na sport. Na początku myślałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie, ale teraz zupełnie zmieniłam zdanie i postanowiłam podzielić się z wami moim zdaniem o sporcie. Dlaczego? Bo ja i sport nigdy nie tworzyliśmy zgranej pary. A jednak wystarczyło się z deka przełamać, żeby jakiś tam związek poczuć.

1. Najtrudniej zejść z kanapy i ruszyć się. Najtrudniej zacząć.
To prawda. Złapałam jednak jakiegoś takiego powera, że po prostu wstaję i hajda do przodu. Nie ma wybacz. Po prostu robię co mam robić. A potem kolejne rzeczy. Nie lenię się. A w rozkładzie dnia mam swój maleńki trening, który robię. Kurde, nie wierzę że to piszę:)

2. Najbardziej motywują osiąganie celów.
Na początku byłam zdruzgotana swoją kondycją. Nie dałam rady zrobić niczego do końca. Jedno powtórzenie, dwa - ok. Ale 15?? Nigdy! A jednak się udało. to co kiedyś było niewykonalne, robię teraz bez problemu. Na początku nie potrafiłam zobić ANI JEDNEJ pompki. Zupełny brak sił. Dzisiaj? Robię! Sama nie wierzę, że to się dzieje na serio. SPORT NAPRAWDĘ DZIAŁA!!!! I to mnie motywuje do tego, żeby ruszyć dalej. Bo być może jutro zrobię coś lepiej, wytrzymam dłużej. I tak dalej.

3. Musisz mieć odpowiedni sprzęt i ubranie.
Nie, nie musisz. Postanowiłam sobie, że nie zainwestuję ani złotówki, dopóki nie zobaczę efektów. Bo moze mi się znudzi, bo pewnie nie wytrwam. Bo ZAWSZE tak samo się kończy. I rzeczywiście, ćwiczyłam w starych gaciach i tiszercie, na bosaka, z butelkami wody zamiast hantli. Było naprawdę spoko. Ćwiczyłam też w zwykłym staniku, i przyznam, że to była rzecz, która mnie wkurwiała. Jak tylko zrobiłam swoją pierwszą pompkę, kupiłam sobie sportowy stanik. Nic więcej:) Ah, i zaczełam ćwiczyć w butach, jest wygodniej.

4. Dobra trenerka to podstawa.
Chyba to prawda. Ja nie chodzę na siłownię, ćwiczę w domu. Najpierw zaczęłam wykonywać treningi Ewy Chodakowskiej, ale to nie ten typ. Nie moja fala:). Później odkryłam krótkie (10-minutowe) treningi Mel B (tej ze Spice Girls!), aż w końcu trafiłam na Jillian Michaels. I teraz tak: Mel jest zajebista! Zaczynałam od 5 minutowej rozgrzewki, potem 10 minut treningu całego ciała i  jeszcze jakieś 10 minut na tyłek czy brzuch. Ledwo żyłam.  Ale ta baba pomagała mi przetrwać :D Ma świetne poczucie humoru, nie jest nudna. No super się z nią ćwiczy!!! Jillian natomiast jest ostrą babką ale przecież cię nie zleje po ryjku, bo źle robisz przysiady. W jej treningach fajne jest to, że są jak wyzwania. Przez 10 dni jesteś na poziomie pierwszym, potem wchodzisz na drugi, w końcu trzeci! Każdy coraz mocniejszy. Ech, fajne są!!

5. Sport zmienia ciało
 No niby oczywiste, ale zawsze myślałam: "ok,ok, popierdol". Okazuje się jednak, że rzeczywiście zmienia. Nie zniknął mi cellulit, nie schudłam (faza wpieprzania absolutnego), ale mam jędrniejsze ciało, milsze w dotyku, nie rozlazłe. Wyobrażam sobie, że jest jak z okładki Szejpa, ale czuję, że teraz to już robię z siebie kompletnego debila :D

6. Najgorsze co możesz zrobić to klikać, zamiast działać.
Kolejne fanpejdże, tysiące zdjęć z metamorfozami, blogi i fora. Ok, masz już to wszystko. I ani jednego treningu:) Ja na przykład  przechodzę to co dziennie. Czytanie o sporcie jest tak męczące, że myślę sobie: "ok, mam to już za sobą". Niestety, kurwa, nie działa. Dupa musi jednak wykonać robotę i zejść z łóżka. Fak!

7. Jest lepiej jak ćwiczysz
Tak!!! Pierwszy raz w życiu, mojest postanowienie noworoczne nie będzie brzmiało: "od nowego roku wezmę się za siebie". Bo ja już się wzięłam! I naprawdę jest mi z tym lepiej!

Może coś dopiszecie od siebie?

Jeszcze raz podkreślam: ja jestem bardzo sportoodporna. Nie poświęcę na sport całego popołudnia. W moim mózgu działka "aktywność fizyczna" została zastąpiona: "jedz, jedz i jedz". Z pogardą i zazdrością patrzyłam na tych, którzy lubili aktywność. A jednak udało mi się! Jestem z siebie dumna, choć wewnętrzny leń ciągle grozi palcem pokrzykując: "zobaczymy, ile to potrwa". Na szczęście stanik był na tyle drogi, że czuję wewnętrzną potrzebę spłacenia długu wobec siebie:)

3 komentarze:

  1. jesteś zajebista, siedzisz w mojej głowie. różnica jest tylko taka, że ja wciąż jestem PRZED, a Ty już W TRAKCIE. zazdroszczę. nie zrobiłam sobie żadnego postanowienia, że od nowego roku czy od daty, ale chodzę koło mojego pomysłu i póki co wpisałam go na listę rzeczy, które muszę zrobić przed śmiercią: znaleźć jakąś formę aktywności fizycznej (bleeee) dla siebie i regularnie ją wykonywać. i tak się stanie, tylko kiedy? mówienie sobie: rusz dupę, cipo! nie działa :( możliwe, że u mnie problemem jest nie tylko lenistwo i niechęć do sportu, ale też mój kurdupel, który wysysa ze mnie w ciągu dnia całą energię, no i mam przy nim dużo aktywności fizycznej, ale takiej bezsensownej i beznadziejnej (i psującej kręgosłup). jak to ogarnąć? do przedszkola idzie dopiero za półtora roku :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Agata, pewnie dziecko wyciąga więcej niż taka Mel:))) Ale... Mimo wszystko polecam. 20 minut dziennie i myślisz sobie: o kurwa, wyglądam co najmniej jak... jak... No wyglądam zajebiście! Nawet jak nikt prócz ciebie tego nie widzi, ty masz orgazm ściskając między palcami coraz bardziej jędrne ciało :D :D Trzymam za Ciebie kciuki :D I za siebie też :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Jestem dumna:) Trzymaj tak dalej. Jaki kupiłaś stanik, bo też chcę właśnie kupić?

    Alllele

    OdpowiedzUsuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!