30 grudnia 2013

Oh, my shoes! Czyli czas zmiłowania

Czas po świętach - czas zmiłowania. Przeklęci sprzedawcy ubrań, butów, wredni i cyniczni handlarze kosmetykami postanawiają ochłapem łagodzić buntownicze nastroje wśród pospólstwa. Zamknąć pyski rozwrzeszczanej biedocie. Omamić, wmówić, skłamać, że ich podłe serca bywają naprawdę dobre. Nazywa się to obniżkami. A łasy na 20% upust lud, dzień po świętach może wreszcie pełną piersią odetchnąć powietrzem Złotych Tarasów! I kupować!

Obok tych butów chodziłam od września. Ale cena była zbyt wysoka. Aż nadszedł czas zmiłowania. Obniżki! Zastanawiałam się tylko dwa dni nad zakupem (mało!! Nie jestem mistrzynią spontanicznych zakupów!). I... Od wczoraj są ze mną. Moje kochane śliczności:)

PS wczoraj, gdy je kupowałam, nie mogłam oderwać oczu od dziewczyny, która też mierzyła buty. Była tak intrygująca, że o mały włos nie wlazłam jej do torebki, żeby wyjść z nią i przekonać się kim jest:) Lubię spotykać takie osoby:)



Oh, może jeszcze z tej strony:


8 komentarzy:

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!