16 stycznia 2014

Zapraszam na pokoje

Na bucim fejsie pokazałam fotę pewnego dekoracyjnego elementu, który kupiłam i który miałam zamiar wykorzystać w mojej garderobie. Niektórzy z was powątpiewali. Pisali: "WTF???", "po co to kupiłaś?", "idiotka", "hipopotam", "nosorożec"... Ale się zawzięłam, wzięłam w garść, poprosiłam Pyska o wywiercenie dziur, i... Mam takie coś, na czym mogę wieszać biżuterię! W dodatku mi się podoba:)



Chyba będą same foty, bo co tu pisać...:) Jeden nosorożec kosztuje 15 złotych i jest do kupienia w sklepie z miliardem durnowatych rzeczy Tiger (w Warszawie jest na al. Jana Pawła II, tuż obok Ronda ONZ).

A ja mam nadzieję, ze wreszcie zacznę nosić moją biżuterię, bo nigdy nie chciało mi się grzebać w tych pudełeczkach. teraz wszystko na widoku! Jak widać nie mam tego dużo bo i nie lubię za bardzo. Ale to co mam, podoba mi się bardzo!


Po  prawej NASZYJNIK urodzinowy od Pyska:)




I reszta kolekcji:)

14 stycznia 2014

Usta - mój duet

Usta suche jak wiór? Odstające skórki? Albo nie! POPĘKANA SKÓRA na ustach!? Spokojnie, jest na to rada! Mam duecik na tego typu zgryzoty. Zabrzmiało jak reklama z lat 90.?

Zgubiłam ładowarkę do aparatu, a chciałam pochwalić się nowymi elementami wystroju wnętrz! Niebiosa zesłały mi trochę wolnego, więc nadrabiam kobiece prace: gotuję, sprzątam, dekoruję i denerwuję się. Taki tam lajf.

Zostały jednak na kompie foty, które warto zaprezentować.

Na spierzchnięte i mega suche usta stosuję:

1. masło NUXE na noc, które: jest wydajne, milusie w dotyku, pachnące miodem i cytrynami a przede wszystkim skuteczne. Na noc smarujesz, rano masz już piękne, nawilżone usta. Używam od roku. Nie doszłam nawet do połowy słoiczka. Kosztuje 30 złotych.



2. pomadkę ochronną Caudalie na dzień, czyli coś czym smarujesz usta RAZ dziennie. Usta zostają nawilżone przez cały dzień. Poza tym nie jest taka jak pomadki nivea czy inne takie, które nie dość, że są nieprzyjemne, bo jakieś takie tłuste i zostawiają grubą warstwę, to jeszcze moja usta wysuszają:(  Ta jest taka milusia, jakbym sobie wargi jedwabiem posmarowała. Ahahahaha!!

Caudalie kosztuje 20 zł i jest nieporównywalnie lepsza od każdej innej pomadki ochronnej. Carmexy mogą się schować!



Masło plus pomadka to najlepiej zainwestowane 50 zł w ostatnim czasie. Bo co nie kupię, to chłam! Może nawet sklecę post o tych słabiznach. Będzie epopeja!

6 stycznia 2014

Poszukiwania (nie zawsze) nieowocne

Dawno, dawno temu, po tygodniach poszukiwań zimowej kurtki w moim rodzinnym mieście oraz w dwóch miastach wojewódzkich (a jak!) położonych nieopodal mojego miasta, wkurzona, zniecierpliwiona chodzeniem po sklepach z sfochowaną nastolatką Mama, powiedziała: leć sobie do Paryża tę kurtkę kupować!!! Zgadnijcie kim była ta nastolatka.


Lody z limoni. LOVE

Ja wiem, że teraz wycieczka do Paryża na zakupy to pikuś, ale w tamtych czasach miasta wojewódzkie zastępowały Londyn, Paryż i Mediolan. Zdarzały się tam sklepy Troll, Diverse czy Americanos. Było w czym wybierać - to raz, a dwa wyprawa do mista wojewódzkiego to zawsze zajęte popołudnie i dreszczyk emocji wycieczki w nieznane (chociaż znane). Takie dzieciństwo dzieciaka z prowincji:))).

Ja jednak byłam dzieckiem z prowincji wyjątkowym. Paskudnym i zepsutym. Bo w żadnym z miast nie było kurtki dla mnie. Tata zaciągnął mnie nawet do takiego maleńkiego sklepu, gdzie szyli na miarę. Ale to nie było to. Jak wszystko inne. Jak się skończyła ta historia? Przyszedł mróz, dupa zmarzła, w jeansowej katanie było już za zimno. Kupiłam więc pierwszą lepszą sztruksową kurtę w jednym ze sklepów w moim małym miasteczku. Mam podejrzenia, że była to męska kurtka.

W poszukiwaniu ideałów spędzam sporo czasu do dzisiaj. Czy to durne czy mądre - nie będę wnikać, bo mam wrażenie, że mogłabym samą siebie uznać za wariatkę. Opowiem Wam tylko, jak nacinam się na to co pretenduje do bycia och i ach.  I jak do dziś kończę z męską sztruksową kurtką na zmarzniętej dupie :)

1. Ubrania

Większość moich ciuchów pochodzi z lumpeksów. Trochę z sieciówek. Pewnego dnia postanowiłam, że będę kupować przynajmniej jedną rzecz w miesiącu u polskich projektantów. Nie wiem dlaczego, wymyśliłam sobie, że to są ciuchy świetnej jakości, dobrze skrojone. Wiadomo, że jak człowiek płaci za koszulkę 150 zł to spodziewa się czegoś więcej niż h&m-owej jakości. Co dostaje? Po pierwsze: ubrania, które nie mają zaobrębionych krawędzi. Po drugie: krzywy krój. Po czwarte: słabej jakości materiały. Po piąte (ale to już moja głupota, a nie wina projektanta): niemal każda sukienka jest worem z dresowego materiału (miałam fazę na takie coś). Oczywiście jest na to rada: udać się do sklepu i obejrzeć dokładnie ciuch. Ja tego nie robiłam, kupowałam ciuchy w sklepie internetowym, bo nie cierpię chodzić po sklepach.

Dobra strona tego wszystkiego jest taka, że odkryłam marki/projektantów, za ubrania których ręczę własną głową. Są to Weareso, Kowalski, Mozcau i Bynamysakke. Nie będę pisać o tych, na których się zawiodłam. Nie dlatego, że tchórzę, po prostu biorę pod uwagę, że jestem kapryśna, może nie mam racji, a złe słowo z netu nie znika:)

2. Jedzenie

Jedzenie to moja słabość, lubię próbować nowych smaków. I choć najbardziej lubię jeść w domu albo u znajomych (haha, po prostu ufam temu, jak przygotowują posiłki), to lubię też sprawdzać polecane knajpy. A i reklama mnie nie omija. Tak trafiłam do cukierni polecanej przez KAŻDEGO znanego mi warszawiaka. Ooooo. Ohyda. Przesłodzona, okropna ohyda. Restauracja Magdy Gesller, modne knajpki śniadaniowe, małe pierogarnie, frytkarnie i inne takie - no sory. Nie wychodzi. Tak jak nie wychodzą wspólne zakupy mandarynek z ciepłych krajów. Bo kiedy przyjeżdżam po odbiór widzę, że mandarynki obsikuje zaprzyjaźniony z dostawcami... pies. Może dlatego czasami lepiej czuję się w lidlu?

Na czym się zawiodłam? Przede wszystkim na niesmacznym jedzeniu, albo na oczywistym jedzeniu, które było podawane jakby nagle kucharz odkrył nieznany ląd. Kawałek babki ziemniaczanej ze śmietaną za 35 zł? Nie sądzę. Kawa z kardamonem (takim Kamisu!!) - 20 zł? Nie sądzę. Albo trzy grzanki z grzybami - taki zestaw obiadowy. :D Nie twierdzę, że lubię olbrzymie porcje, ale nie przesadzajmy z tymi porcjami dla wróbli.

Oczywiście i te doświadczenia przyniosły pyszne doznania: gofry przy Placu Unii Lubelskiej (genialne!!), lody od Limoni (przecudne!!!) czy restauracja Bufet Centralny . Te miejsca mają moją rekomendację:)

Ale czasami, zamiast do kolejnej "super zajebistej z pysznym jedzeniem uśmiechniętym kelnerem i zagadującą kelnerką" knajpy, wolę pójść do starego dobrego Jeffsa:) Tam zawsze kelnerki są miłe, jedzenie jest dobre i jest go tak dużo jak trzeba. I nie jest to nic nadzwyczajnego. I tym nie trzeba się chwalić. I nie trzeba podnosić ceny tylko dlatego, ze tak jest. Bo tak po prostu powinna wyglądać knajpa z jedzeniem (zresztą potwierdza to też Koza). Tak jak ciuchy powinny być zaobrębione (no sorry).

4 stycznia 2014

Filmowy 2013

Jestem filmomaniaczką. Nie wiem ile filmów obejrzałam w 2013 roku, ale na pewno około 100. Pewnie to niedobrze, bo większości nie pamiętam, ale z drugiej strony... Dzięki temu mogę pokusić się o zestawienie filmów, które zrobiły na mnie w 2013 roku największe wrażenie. Musiały być szczególne, bo zapamiętałam je spośród naprawdę dużej ilości.

1. Koneser
To jest właśnie to, czego brakuje w polskim kinie - dobra, a nawet świetna historia!! Nie mogę powiedzieć nic, bo każda recenzja może tu popsuć niespodziankę. Ok, spróbuję naokoło. To jest jeden z tych filmów wysmakowanych. Z wielką radością ogląda się tu każdą scenę. Nawet scenę zawiązywania krawata. Pamiętacie filmy z dzieciństwa, na których kobiety malowały usta, albo rzęsy? Ja patrzyłam na te sceny jak zaczarowana. "Koneser" ma dla mnie taki właśnie smak. Ale podkreślam, że najważniejsza jest tu jednak historia:)

PS Przed chwilą przeglądałam zdjęcia z filmu i aż mnie przeszły ciarki...:)


2. Miłość. Film Sławomira Fabickiego


Na początku kilka  razy chciałam wyłączyć odtwarzanie tego filmu. Ale w gruncie rzeczy bardzo się cieszę, że tego nie zrobiłam. Mam wrażenie, że ten film jest tak prawdziwy jak życie. Żadnych cukierków, żadnych ulepszeń. To że robił go facet (o ile się nie mylę Fabicki jest również autorem scenariusza), pokazuje kobietom (a przynajmniej mi) coś niezwykłego. Co? Zobaczcie same, ciekawe czy będziecie miały takie podobne (niestety smutne) odczucia do moich. Chociaż film nie kończy się... E, nie zdradzę.

PS Miłość Fabickiego to bardzo dobry polski film. Zamiast narzekać na kretyńskie komedie i Martę Żmudę Trzebiatowską zobaczcie coś na naprawdę światowym poziomie. (Brzmi moralizatorsko, ale mam nieodparte wrażenie, że po prostu warto).



3. Chce się żyć

Film, który obejrzałam w kinie z trójką innych osób. Wszystkie wyły jak bobry. Moja twarz była tak mokra, że można by użyć wycieraczek, by ją osuszyć. Powiem więcej, twarze 99% osób, które wychodziły z kina tak wyglądały.

Trudna historia niepełnosprawnego upośledzonego chłopaka (szczerze mówiąc, nie wiem czy kogoś nie obrażam tym niepełnosprawnym i upośledzonym, gdzieś czytałam dyskusję o tym, że to jest jak chamski epitet. W każdym razie nie obrażam nikogo celowo). Prześwietna rola głównego bohatera, ale też głównego bohatera w dzieciństwie, ojca głównego bohatera. Wszystko, wszystko doskonale zgrane i zagrane. Piękne, cudowne, wbrew wszystkiemu - optymistyczne. Trudno w to uwierzyć. To jest film na poziomie światowym. Moim zdaniem film oscarowy. Szkoda, że nie został zgłoszony do tej nagrody.

PS ten film był dobry nie tylko dlatego, że wzruszający. On zrobił coś fajnego niepełnosprawnym i pełnosprawnym. Pokazał, że ich życie nie jest takie samo na właściwie każdym poziomie. Ale jest jedna, bardzo ważna, rzecz, która nas łączy: wszyscy możemy dostać po dupie  w najmniej oczekiwanym momencie. To jest, według mnie, duża wartość tego filmu.

No i jeszcze świetny humor:)

Sami widzicie, że to film naprawdę dobry:)


4. Papusza

Jeśli lubicie ładne obrazy i zdjęcia - obejrzyjcie ten film. Proszę!!! Dawno nie widziałam tak pięknych ujęć. Każde tworzy oddzielny obraz. Nic tylko się nasycać, otulać, wytrzeszczać oczy i patrzeć.

Sama historia jest też ciekawa. Ale ja ją odbieram nie tak jak w przypadku "Konesera", w jakiś taki typowo rzemieslniczy sposób. Historia Papuszy jest dla mnie jak emocja, która zostaje z widzem na dłużej. Trudno się z niej otrząsnąć przez długi czas.







5. Poradnik pozytywnego myślenia

Macie doła? Nie macie ochoty na filmy o smutnym życiu? Obejrzyjcie "Poradnik pozytywnego myślenia". To nie jest głupi film. To jest mądry film, który trzeba sobie wbić do głowy i długo pamiętać. No i cieszyć się życiem:) Obejrzyjcie, smutasy!



PS ja się absolutnie zakochałam w Jennifer Lawrence. Ona jest tak cudowna i i i i... No zobaczcie sami:



6. Nowe odcinki Herculesa Poirota

Jestem wielką fanka belgijskiego detektywa i dla mnie każdy odcinek jest szczególny:) Zdaję sobie sprawę, że nie jest to serial dla wszystkich, ale każda okazja jest dobra, by polecić szare komórki Herculesa Poirota:)



A wasze filmowe hity? :D

1 stycznia 2014

Redermic R - po 2 miesiącach

Pfffff. Nie jest dobrze. Nigdy chyba nie miałam cery w tak złym stanie. Chociaż trzeba przyznać, że ja w ogóle nie miałam cery w złym stanie, więc to co się dzieje obecnie jest dla mnie, delikatnie rzecz ujmując, dziwne. Ale spoko, byłam przygotowana. Podobno ma być źle, by potem było lepiej.



Kupiłam sobie krem Laroche Posey Redermic R na początku listopada i używam go od tamtej pory z tygodniową przerwą. Co to jest Redermic R? Krem z retinolem, substancją która: złuszcza martwą warstwę rogową cery a pogrubia żywą warstwę podstawową naskórka. Jest to substancja bardzo silnie drażniąca. A ja mam rozszerzone naczynka krwionośne więc go nie używałam. Ale wymyślono łagodną wersję retinolu, więc był powód by pobiec w podskokach do apteki. W momencie gdy go kupowałam miałam cerę z podskórnymi grudami. Fuuj. Miał to zlikwidować. No i pomyślałam, że pogrubi mi trochę skórę i ukryje naczynka (haha). Więcej tej historii możecie poznać TUTAJ.

Krem RR stosuję na noc. Na początku na dzień na buzię kładłam Avene Cicalfatei filtr 50. Ale dzięki  komentarzowi Magadaleny zdałam sobie sprawę z głupoty, jaką robię. Cytuję:

Myślę, że nie powinno się używać cicaflate ani cicaplast przy retinoidach. Skóra wtedy fiksuje i nie wie czy ma się regenerować czy też złuszczać. Proponuję najłagodniejszy krem nawilzajacy z la roche posay

Dzięki Magdaleno. Odstawiłam więc Avene i zaczęłam stosować krem nawilżający.  Co dalej? Po jakimś miesiącu stwierdziłam, że RR u mnie nie zadziała. Bo ani negatywnych ani pozytywnych skutków nie widziałam. Aż tu nagle... Zaczęła mi pękać skóra. Hahah. Serio. Na nosie i na policzku. Zaczęłam więc RR stosować rzadziej. Zrobiłam sobie nawet tygodniową przerwę. Podrażnienia załagodziłam olejem lnianym. Po tygodniu wróciłam do RR. Posmarowałam buzię i... I wygląda to naprawdę słabo. Pryszcz! Grudy! Zaczerwienienia! Skórki wystają jak szalone! Dramacik. To jest naprawdę inwazyjny produkt. Jeśli potrzebujesz czegoś co naprawdę, zauważalnie działa - to jest coś dla ciebie:). Problem w tym, że to początkowe działanie (mam nadzieję, że tylko początkowe) jest dość dokuczliwe. Z drugiej strony, można się trochę przemęczyć, żeby potem było just perfect!:D:D:D

Więc u mnie póki co jest słabo.  Ale podobno tak ma być. Tak ma być...
Kuracja ma trwać około 3 miesięcy, więc właściwie jestem w połowie. Nie ma co się teraz obrażać i rezygnować. Yes I can! Yes I can! Yes I can!

UWAGA: zima, ze względu na mniejsze działanie słońca, to dobry okres na stosowanie retinolu, ale i tak TRZEBA KONIECZNIE pamiętać o filtrze. Nawet producent zaleca jego stosowanie!