31 marca 2014

Czego chcę na wiosnę?


Świętego spokoju! A prócz tego, marzy mi się jeszcze:



Biała koszula! Nie obcisła, nie męska, właśnie taka:



Tiszert w paski!



Bojfrendy!




Biały top dobrej jakości i lejące, szerokie czarne spodnie zwężane na dole (ale nie z wiszącym krokiem!)



Marynarka!



Długa sukienka!



Sukienka w kropki!



Tak, jestem psychofanką szafy Gwen Stefani! A ona sama jest przecudowna, śliczna, niepindziowata i seksowna. Biorę całą!:)

Jakbyście wiedzieli gdzie te "magiczne" (bejski w końcu!!) znaleźć, dajcie znać!:)

25 marca 2014

Filmowy marzec


Do końca marca jeszcze chwila, ale cholernie chce mi się pisać, i muszę, po prostu muszę już dzisiaj napisać o filmach, które obejrzałam! Mogłabym wprawdzie napisać post o szmince, ale z powodu mroku i obrzydliwej szarości za oknem post zostaje przełożony na zupełnie kiedy indziej!


W  marcu filmów naoglądałam się od cholery. I tylko jeden został ze mną aż do dzisiaj.


"Witaj w klubie". Film o zmianach. O tym, że  nawet jeśli stworzymy sobie tysiące szufladek i wszystko poukładamy, nadamy nazwy, określimy swoje nastawienia i zaprzemy się rękoma i nogami, że nigdy nic się nie zmieni... To i tak wszystko może zwyczajnie pierdolnąć. Złośliwy los wtłacza cię do kanału, na który jeszcze wczoraj parzyłeś z góry. Obserwowałeś brudne szczury, które podgryzają się nawzajem. Ba, miałeś nawet ochotę wrzucić im jakąś trutkę, żeby ten cały bród w końcu zginął a świat uwolnił się od gryzoni. Żebyś został tylko ty i twoje prawdy. A potem przekonujesz się, że musisz i umiesz się przyjaźnić ze szczurami. A kanał staje się twoim nowym LEPSZYM domem.

W dodatku film nie jest nawet w połowie tak patetyczny jak mój powyższy wywód:)))

Ale o co tam w ogóle chodzi? Kowboj, zagorzały homofob, dowiaduje się, ze ma AIDS. Lekarz powiadamia go, że zostaje mu 30 dni życia. Jeśli jednak myślicie, że są to najmocniejsze momenty filmu, bardzo się mylicie. Bo chwilę po tym, jak lekarz pyta go podejrzliwie o kontakty homoseksualne, kowboj spotyka transwestytę i właściwie stają się nierozłączni...

Przypomnę tylko, że "Witaj w klubie" to film oskarowy. Matthew McConaughey dostał statuetkę dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, a Jared Leto (genialna rola, wzruszająca, bawiąca, genialna po stokroć) dla najlepszego aktora drugoplanowego.

Proszę, obetrzyjcie ten film! Szkoda, żeby ktokolwiek nie uszczknął sobie choć kawałka, choć jednej sceny z tego genialnego obrazu.

A poniżej nie zwiastun, a fragment filmu, żebyście nie pomyśleli: "ok, gadasz pierdoły, nuda, nigdzie nie idę, włączam Barwy Szczęścia", tylko przekonali się, że naprawdę warto!



Tajemnica Filomeny


Kurde. Mam problem z tym filmem. Jak skończyłam go oglądać byłam zachwycona, natomiast po tym jak przypomniałam sobie "Witaj w klubie", to Filomena zbladła. Owszem, jest tam dobrze napisana i zagrana historia ale... brak charyzmy, która uwodzi w "Witaj w klubie".

Ładne w tym wszystkim jest przetrzepanie dupy katolicyzmowi i wiernym, którzy zamykają oczy na największe świństwa, nawet gdy ich dotyczą bezpośrednio. W filmie nazywa się to "wybaczenie",  we mnie budzi to niepokój i gorszy głupotą.

Do dupy z całą 47!



Do dupy było wiele filmów, ale największą klęską okazało się "47 roninów" (przechrzczony przeze mnie na 47 rolników:D). Mimo całej miłości jaką czuję do Keanu Reevesa, był to gniot gniotów. Bóg złych filmów. Władca wszech świata złożonego ze złych filmów! "Potwory i spółka" były bardziej emocjonująca niż opowieść o dziecku demona, co ratuje dupy samurajom.

Czekam na wasze typy i naprawdę (serio) je obejrzę :)

18 marca 2014

MAC Studio Fix powder


Jest środek marca 2014. Czas na ulubieńca tysiąclecia. Tak postanowiłam i proszę, nie próbujcie mnie od tego odwieść.



Jeśli nie chcecie poznać historii pod tytułem: jak ten kosmetyk znalazł się u mnie, omińcie ten akapit. Aczkolwiek zachęcam do pozostania, historia jest ckliwa, idealna na samotne wieczory.
Pamiętacie Honoratę, która podarowała mi pistacjowy krem perfumowany Laura Mercier (klik)? Tym razem też się popisała. Standardowo, gdy przylatuje do ojczyzny pyta mnie: "co ci przywieźć?". Wymyślam wtedy jak mogę, w końcu nie codziennie człowiek ma okazję wyciągnąć łapkę po kosmetyki z Wielkiej Brytanii a nawet z samego Londynu - stolicy jakby nie było. Więc przy którejś z okazji znowu mnie o to zapytała: "coś ci przywieźć?". Wyznałam jej swoje marzenie: "nabądź dla mnie na bezcłówce puder maca". Ona na to: "jesteś pewna? Straszne gówno, Niessia nie poleca". Tu nastąpiła chwila pauzy, musiałam przemyśleć wyrok bjuti guru. Ale że dusza Kozaka we mnie drzemie, odparłam przekornie: "kupuj! najwyżej w bublach miesiąca pokażę". Następnego dnia okazało się, że na moim koncie znajduje się dokładnie tyle, by kupić bułkę i zjeść ją dokładnie tak jak ją panbuk stworzył - zupełnie nagą. Nie był to najlepszy czas, by kupować kosmetyki MACA, nawet na bezcłówce. Piszę więc do Honoraty: "Nie kupuj stara, kasy nie mam". Ona na to: "Los sprzyja głupcom, najwyraźniej buk tak chciał i ogołocił ci konto, żebyś gówna nie kupowała".

<to jeszcze nie ten akapit z konkretami> Spokojna z powodu odwołania zakupu pudru spotkałam się z Honoratą, wypiłyśmy kawę, dała mi flaszkę soku malinowego w butelce po żubrówce, pogadałyśmy i się rozeszłyśmy. Ona do samolotu ja do samochodu (wszystko na s!!). Zaglądam w reklamówkę, w której Honorata umieściła sok, a tam... MAC KURWA FIX STUDIO MIX FIX MAC! Jak go panbuk stworzył. Prezent taki! Czy tej kobiety można nie kochać? Nie dość, że sok to jeszcze puder wymarzony zupełnie gratis.

A teraz do konkretów, czyli dlaczego ten puder jest świetny:

1. ma magiczne działanie - matuje ale nie ściąga (ju noł łot aj min)
2. daje dodatkowe krycie
3. utrwala jak nie wiem co, nic nie ruszy tapety
4. jest delikatny, nie widać go na buzi
5. można go nałożyć na mokro - jest wtedy jak podkład, kryje naczynka i wyrównuje koloryt. Choć pewnie z wielkimi rumieńcami rady sobie nie da.
6. jest cholernie wydajny - mam go około pół roku, a ubytku nie widać wcale

Czym się różni od innych pudrów?

1. Nie widać pudru na buzi! A na mojej widać każdy. Wchodzą wszędzie te drobne pyłki i robią mi maskę.
2. Te matujące ściągają mi skórę, te nie matujące są bezużyteczne.

17 marca 2014

Pistacja - perypetie i przygody wieśniaka na zachodzie

Jeśli jesteś pistacjozjebem, twój świat kręci się wokół orzeszka (hue hue), w lodziarni zawsze prosisz o kuleczkę o smaku pistacjowym, ten post jest dla ciebie!

Jest to portret bohaterek dzisiejszego tekstu.

Wszystko zaczęło się od masła do ciała NIP FAB KLIK. Powąchałam i umarłam ze szczęścia! Tak bardzo mi się ten zapach podobał, że mózg ogarnęło szaleństwo pistacji. Kiedy dowiedziałam się, że istnieją perfumy o zapachu pistacji, uznałam, że muszę je mieć, bardziej niż Kasia Tusk musi mieć wszystko.

Włączył mi się Szerlok H. Szukać, szukać - normalnie jak do psa! W polskich sklepach perfum brak, ale od czego są twoi ludzie ZAGRANICĄ? Hue hue. Zaczęłam molestować Honoratę z Londynu. Bo najbliżej i sercu i kilometrów niewiele. Odradzała mi jak mogła. Mówiła, że miała i towarzystwo wokół niej ledwo dało radę trzy minuty wytrzymać w pobliżu jej osoby owianej zapaszkiem Laury. Dopytywałam, czy aby na pewno o perfumy chodziło. Potwierdziła. Rozmowy typu: "Muszę je mieć! - Przestań one śmierdzą!" odbywały się jeszcze wielokrotnie. Doszło do tego, że chciałam je kupić w ciemno. Wydać trzy stówki na zapach, którego w życiu nie wąchałam. Paranoja!

W końcu udało mi się wybrać do Londynu i buk mi świadkiem - od momentu wejścia do samolotu miałam we łbie tylko jedno - kupić Laurę Mercier! Ileż się naczekałam (cały jeden dzień!!), aż droga Honorata zaprowadziła mnie do Centrum Handlowego ze sklepami dla bogatych (podobno tam się spotykają wszystkie vlogerki! WOW, uszanowanko:D). Podeszłam do półeczki i jak cham i wieśniak popryskałam się cała pistacją. Od głów do stóp! Chciałam jeszcze więcej (żeby być pewnym, że chce oraz aby celebrować tę świętą chwilę dłużej). Pewnie byłam czerwona z emocji, co dopełniło wizerunku Polaka w Anglii.

I powiem wam, że się ucieszyłam, że ja tego cholerstwa nie kupiłam. Przez pół dnia miotały mną mdłości! Na szczęście nad nimi zapanowałam, bo wszystkie sklepy dla bogatych zyskałyby nową dekorację w postaci pawia po brytyjskim śniadaniu!

Wniosek jest taki: dobrze słuchać Honoraty, bo to jednak człowiek na poziomie (i za granicą mieszka) i dobrze jest się z nią kumplować, bo w chwilach totalnej bezradności z powodu zetknięcia wieśniaka z zachodem, coś tam powymyśla, pokręci i wyciąga zza siebie takie coś:



Czyli perfumy w kremie. Pachną lepiej niż perfumy. Pachną obłędnie! Pachną jak pistacje nurzane w jakimś czymś co sprawia, że to jest takie wyjątkowe! Awe Honorka, aj low ju! Niech będą błogosławione Twoje działania na rzecz wzbogacania moich zasobów kosmetycznych!

16 marca 2014

Pędzle (i dlaczego nie musisz mieć ich wszytkich)

Co ten jutub robi z człowieka... Przed erą vlogów o kosmetykach ledwo odróżniałam podkład od pudru. Potem człowiek się nasłuchał... A to o bazach pod cienie, a to o rozświetlaczach... Najważniejsze były jednak pędzle. Bez pędzla ani rusz, tyłka z domu nie ruszysz, dopóki nie maźniesz go Hakuro M166.
Moje pędzle: do pudru Lancrone (20 zł), do bronzera (Maestro 150, ok. 30zł), do rozcierania i nakładania cienia (Hakuro H79, ok. 16 zł) i do rozcierania kreski (Maestro 360, ok. 16 zł)

Szał był! Kupowała jak głupia. Ten do ust, ten do cieni tam, ten do cieni wewnątrz, tamten do policzków na dole, inny do tych na górze. Czymś trzeba też podbródek zamaskować... Oj! Jak dziecko wpuszczone do fabryki Wedla.

Otrzeźwienie przyszło kiedy okazało się, że te pędzle, mimo że wypasione, to w moich rękach stają się zupełnie nieużyteczne. A z resztą, na cholere mi pędzel do rozcierania cieni na ósmej części powieki, jak ja tam wcale cienia nie kładę. A jak kładę wyglądam jak po bitwie z najlepszym bokserem świata (choć najgorszy zrobiłby mi pewnie to samo). No i tak patrzę dzisiaj na te moją kolekcję i myślę tak: człowieku, do normalnego życia (wiadomo, nie mówię tu o profesjonalistach makijażowych) potrzebne ci raptem cztery pędzle. Powiem więcej, potrzebne ci dwa! Ale co tam, trzeba się w życiu rozpieszczać, więc zostańmy przy czterech: do pudru, do różu i bronzera (ja używam jedynie bronzera, ale kiedyś i to i to jednym nakładałam), do nałożenia i roztarcia cienia (robię to jednym) i uwaga rozpieszczanie!!: do roztarcia kreski na dolnej powiece.

Wsio! Więcej naprawdę nie trzeba do podstaw! No może jeszcze do ajlajnera, ale ja nie używam, to i nie potrzebuję.

Nie kupujcie też drogich pędzli! Wasze marne łapki nie wykrzesają z nich połowy tego, co potrafią (bo to umieją z nimi robić ludzie-makijaże, czyli profesjonaliści). Oczywiście nikt nikomu nie zabroni kupowania pędzla do rozcierania cienia za 100 zł. Ale mówię wam, ten za 16 też daje radę. I tak nie zrobicie sobie tego co robi Lisa Eldridge <klik>. Choć warto zobaczyć jej filmy, bo dzięki temu, nauczycie się, jak korzystać z tego co macie.



11 marca 2014

Naczynkowa - co, gdzie, z czym (a wszystko po nic)


Ok, może nie po nic, ale łatwo z naczynkami nie jest. Burak na ament pozostanie burakiem, a wszystkie mazidła o kant dupy można sobie... (coś się robi o kant dupy?). Ale człowiek nie byłby pełny, gdyby nie próbował. Mało tego, cuda się czasami zdarzają i burak TROCHĘ blednie. Choć jak mówię - nigdy do końca!



Mówię Wam, co ja się z tymi naczynkami mam, to wiem tylko ja. Może nie są jakoś super widoczne, ale... zimno jest - ja czerwona, gorąco jest - ja czerwona, opierdalają mnie - jestem czerwona, wyznają mi miłość - burak. I takie to życie człowieka z cerą naczynkową. Wszystkie zmiany znosi chujowo: woda nie taka - źle, ręcznikiem za mocno potrę - źle, za długo rękę trzymam na policzku (nudzę się na przykład :D) - bardzo źle. No i tak to wygląda. Wiecznie źle.

Pielęgnację naczynkowej przerobiłam wzdłuż i wszerz. Mam kilka spostrzeżeń, bierzcie i korzystajcie, ale czy zadziała to u was? Nie mam pojęcia, bo każdy cerę (mimo że naczynkową) ma jednak inną.

1. Nie trzyj twarzy ręcznikiem frote, delikatnie wysusz twarz ręcznikiem papierowym.
2. Zapomnij o wszystkim co się pieni. Jak mawia Carloine Hirons (klik).... to co się pieni jest do zmywania naczyń, a nie do mycia delikatnej twarzuni.
3. Olej pilingi ziarniste (zamiast tego pilingi enzymatyczne, maseczki oczyszczające oraz metoda OCM).
4. Używaj filtrów (choć moje zdanie na ten temat nieco się zmieniło i porzuciłam ortodoksję filtrową, to jednam myślę, że używać ich jednak trzeba).
5. Nie denerwuj się, nie czuj, że ci gorąco, albo zimno, nie słuchaj komplementów i  w ogóle nie zwracaj na siebie uwagi innych. Żyj sobie spokojnie jak kaczka w wodzie!

Jakiś miesiąc temu zmieniłam swoją pielęgnację po zupełnie nieudanej kuracji retinolem (porażka Redermic R: KLIK KLIK KLIK). Moja buzia była w opłakanym stanie, więc zmieniłam niemal wszystko i... I jest tak dobrze, jak jeszcze nigdy nie było!! Naczynkowcy, spróbujcie! Zwłaszcza Auridermu i kremu Iwostin Rosacin.

Moja pielęgnacja cery wygląda, drogie Panie, następująco:

Morning:

Umyć twarz czymś delikatnym, co się nie pieni (olejek pomarańczowy do mycia twarzy z Biochemii Urody)
Przetrzeć twarz Biodermą Sensibio H2O
Nałożyć Iwostin Rosacin
Nałożyć filtr

Kilka słów o Iwostinie. Krem jest przeznaczony do cery z trądzikiem różowatym, ale w sieci polecany jest po prostu do cery naczynkowej. Jego składniki aktywne wyglądają tak (podaję za wizaż), zobaczcie i same zdecydujcie:

Substancje aktywne:
- Neutrazen™ - długotrwale zmniejsza nadreaktywność skóry na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne. Hamuje aktywność neuropeptydów odpowiedzialnych za czerwienienie się i wrażliwość skóry.
- Pronalen Aesculus™ - wzmacnia napięcie naczynek, działa przeciwrumieniowo i poprawia cyrkulację krwi. Wraz z witaminą C wzmacnia ściany naczyń krwionośnych.
- Optisol ™ - optycznie maskuje zaczerwienienia i niedoskonałości skóry.
- Biolin - prebiotyk, który sprzyja rozwojowi pożytecznych organizmów bytujących na skórze, bez stymulowania wzrostu bakterii szkodliwych.
- Witamina C -chroni skórę przed wolnymi rodnikami, dzięki czemu zapobiega procesom degeneracyjnym i starzeniu się skóry. Rozjaśnia skórę, wspomagając usuwanie przebarwień, uszczelnia i uelastycznia naczynia włosowate, stymuluje produkcję kolagenu.
- Physiogenyl® - działa energizująco, stymuluje wzrost i regenerację komórek. Ogranicza wykwity trądzikowe. Stanowi doskonale źródło energii oraz cennych pierwiastków śladowych, takich jak cynk i mangan. Zapewnia również odpowiedni poziom nawilżenia naskórka.
- Fotostabilne filtry UVA i UVB - skutecznie chronią delikatną i zaczerwienioną skórę przed drażniącym działaniem promieniowania UV, pod którego wpływem kruche naczynia ulegają rozszerzeniu i wykazują tendencję do pękania.


Moja opinia o tym kremie jest następująca: jest zajebisty!! Burak jakby bledszy, nie piecze, nie parzy, widać po pierwszym użyciu, że krem łagodzi wsio jak jakiś wojenny rozjemca. No coś cudownego. Warto wydać cztery dyszki! Jedyne zastrzeżenia mam do jakości nawilżania (bez szału) oraz do tego, że trochę kremu wiecznie zasycha przy otworku, z którego wylatuje (:D).

Z wieczora:

1. Zmywam wszystko z buzi metodą OCM (Oczyszczanie olejami. Mieszacie olej rycynowy z innym olejem <proporcje i rodzaje były podawane na tak wielu blogach, że dacie radę wyszukać>, masujecie nim zwilżoną twarz, i zmywacie - możecie ścierką z mikrofibry (taką do ścierania kurzy) namoczoną w ciepłej wodzie, możecie też mydłem aleppo. Ja zmywam ścierką).

2. Smaruję policzki żelem Auriderm XO, który zawiera witaminę K, która z kolei świetnie wpływa na naczynia krwionośne. Bardzo fajny kosmetyk, rzeczywiście działa, tylko że jest z alkoholem - ostrzegam:)

3.Na koniec smaruję twarz kremem z kwasami BHA

I wsio! Zamierzam jeszcze dorzucić FLAVO C, ale chwilowo, jak zawsze, nie śmierdzę groszem:)


9 marca 2014

Czerwone ONE



Trudno znaleźć ładne, seksowne buty na niższym niż 10 centymetrów obcasie. Ale udało mi się. Człowiek-olbrzym zwany pieszczotliwie "Niezgrabotą" będzie czasami mógł poczuć się jak kobieta!




Przy okazji pozwalam sobie na parę uwag do kobiet na szpilach i mam szczerą nadzieję, że wezmę je sobie do serca!

1. Lepiej nie chodzić w szpilkach niż chodzić w nich jak facet albo jakiś hip hopowiec.

2. Lepiej włożyć brudne trampki niż brudne szpilki.

3. Szpilki pasują do wszystkiego! Nawet do dresów. Trzeba by się jedynie zastanowić czy my na pewno wyglądamy w tym wszystkim ok, czy może jak debil w dresach i szpilkach.




Buty: Buffalo

2 marca 2014

Filmowy luty

Jaki przypadek, że o filmach piszę w oskarową noc! Niemożliwe! Dawajcie swoich faworytów, jak im się nie powiedzie na gali, to chociaż na nieobutym zaistnieją! Ja trzymam kciuki za Leonardo. Bo go lubię. Dobre kryterium?

A teraz moje lutowe hity i kity.

Tylko że tym razem będą same hity:)

1. Co jest grane, Davis?

Posłuchajcie tej muzyki i poczytajcie Rozalię (klik). Od siebie dodam tylko tyle, że to film dla dorosłych. Bo dorosłość kojarzy mi się ze stanem zmęczenia, na które sen czasami zupełnie nie działa.




2. Sierpień w hrabstwie Osage

Tak naprawdę nie chciałam mówić o tym filmie. Wyłączyłam go z ulgą, że już się skończył i nie muszę go oglądać. To film, który nie pozostawia żadnej nadziei, żadnych złudzeń. NIC. Chyba że można pokładać nadzieję w wariatce, która w piżamie wyrusza. Albo ucieka.

Ale piszę o Hrabstwie, bo myślę o nim, odkąd go wyłączyłam. A to oznacza, że film gryzie skutecznie i zostawia trochę poszarpanych ran. To trochę nieuczciwe, że polecam wam poszarpane rany, ale wybaczycie, kiedy zobaczycie.



Osz cholera! a jednak będzie kit! Myślałam, że już pisałam o "Her" w styczniu. Skoro nie, to pozwolę sobie NIE POLECIĆ go Wam w lutym. Choć obawiam się, że może dziś dostać Oscara.

Her (Ona) to film nudny, długi i z naprawdę wkurwiającym bohaterem. W szkole uczyli mnie: żeby film się podobał, musisz stworzyć bohatera, którego widz polubi albo zaciekawi!! A co kiedy bohater cię obrzydza? :) Cały film legnie w gruzach! Tak jest ze mną i z Her.

Nie nie nie nie dla Her!:)




A co polecałam w styczniu? KLIK!