25 marca 2014

Filmowy marzec


Do końca marca jeszcze chwila, ale cholernie chce mi się pisać, i muszę, po prostu muszę już dzisiaj napisać o filmach, które obejrzałam! Mogłabym wprawdzie napisać post o szmince, ale z powodu mroku i obrzydliwej szarości za oknem post zostaje przełożony na zupełnie kiedy indziej!


W  marcu filmów naoglądałam się od cholery. I tylko jeden został ze mną aż do dzisiaj.


"Witaj w klubie". Film o zmianach. O tym, że  nawet jeśli stworzymy sobie tysiące szufladek i wszystko poukładamy, nadamy nazwy, określimy swoje nastawienia i zaprzemy się rękoma i nogami, że nigdy nic się nie zmieni... To i tak wszystko może zwyczajnie pierdolnąć. Złośliwy los wtłacza cię do kanału, na który jeszcze wczoraj parzyłeś z góry. Obserwowałeś brudne szczury, które podgryzają się nawzajem. Ba, miałeś nawet ochotę wrzucić im jakąś trutkę, żeby ten cały bród w końcu zginął a świat uwolnił się od gryzoni. Żebyś został tylko ty i twoje prawdy. A potem przekonujesz się, że musisz i umiesz się przyjaźnić ze szczurami. A kanał staje się twoim nowym LEPSZYM domem.

W dodatku film nie jest nawet w połowie tak patetyczny jak mój powyższy wywód:)))

Ale o co tam w ogóle chodzi? Kowboj, zagorzały homofob, dowiaduje się, ze ma AIDS. Lekarz powiadamia go, że zostaje mu 30 dni życia. Jeśli jednak myślicie, że są to najmocniejsze momenty filmu, bardzo się mylicie. Bo chwilę po tym, jak lekarz pyta go podejrzliwie o kontakty homoseksualne, kowboj spotyka transwestytę i właściwie stają się nierozłączni...

Przypomnę tylko, że "Witaj w klubie" to film oskarowy. Matthew McConaughey dostał statuetkę dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, a Jared Leto (genialna rola, wzruszająca, bawiąca, genialna po stokroć) dla najlepszego aktora drugoplanowego.

Proszę, obetrzyjcie ten film! Szkoda, żeby ktokolwiek nie uszczknął sobie choć kawałka, choć jednej sceny z tego genialnego obrazu.

A poniżej nie zwiastun, a fragment filmu, żebyście nie pomyśleli: "ok, gadasz pierdoły, nuda, nigdzie nie idę, włączam Barwy Szczęścia", tylko przekonali się, że naprawdę warto!



Tajemnica Filomeny


Kurde. Mam problem z tym filmem. Jak skończyłam go oglądać byłam zachwycona, natomiast po tym jak przypomniałam sobie "Witaj w klubie", to Filomena zbladła. Owszem, jest tam dobrze napisana i zagrana historia ale... brak charyzmy, która uwodzi w "Witaj w klubie".

Ładne w tym wszystkim jest przetrzepanie dupy katolicyzmowi i wiernym, którzy zamykają oczy na największe świństwa, nawet gdy ich dotyczą bezpośrednio. W filmie nazywa się to "wybaczenie",  we mnie budzi to niepokój i gorszy głupotą.

Do dupy z całą 47!



Do dupy było wiele filmów, ale największą klęską okazało się "47 roninów" (przechrzczony przeze mnie na 47 rolników:D). Mimo całej miłości jaką czuję do Keanu Reevesa, był to gniot gniotów. Bóg złych filmów. Władca wszech świata złożonego ze złych filmów! "Potwory i spółka" były bardziej emocjonująca niż opowieść o dziecku demona, co ratuje dupy samurajom.

Czekam na wasze typy i naprawdę (serio) je obejrzę :)

8 komentarzy:

  1. A dziś miałam sobie zrobić seans z Keanu, bo akurat Narz wyjechał na delegację i mam fiestę cubanę w domu ;P Chyba jednak wybiorę coś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmarnujesz wieczór:) Już lepiej włącz Niessie :D:D:D Albo własnie Witaj w klubie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jakos sie nie moge do "Filomeny" zabrac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciachnij raz dwa, ciekawam twojego zdania:)

      Usuń
  4. Potwierdzam - ,,Witaj w klubie" robi ogromne wrażenie. Dobrze się go ogląda i pozostaje w pamięci na długo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam go po twojej rekomendacji :D

      Usuń
  5. A ja polecam nowy film Jarmuscha - "Tylko kochankowie przeżyją", może miejscami nużący, ale wspaniały klimat i hipnotyzująca Tilda Swinton :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzę:) Widziałam już trailery i bardzo odpowiada mi klimat:)

      Usuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!