16 marca 2014

Pędzle (i dlaczego nie musisz mieć ich wszytkich)

Co ten jutub robi z człowieka... Przed erą vlogów o kosmetykach ledwo odróżniałam podkład od pudru. Potem człowiek się nasłuchał... A to o bazach pod cienie, a to o rozświetlaczach... Najważniejsze były jednak pędzle. Bez pędzla ani rusz, tyłka z domu nie ruszysz, dopóki nie maźniesz go Hakuro M166.
Moje pędzle: do pudru Lancrone (20 zł), do bronzera (Maestro 150, ok. 30zł), do rozcierania i nakładania cienia (Hakuro H79, ok. 16 zł) i do rozcierania kreski (Maestro 360, ok. 16 zł)

Szał był! Kupowała jak głupia. Ten do ust, ten do cieni tam, ten do cieni wewnątrz, tamten do policzków na dole, inny do tych na górze. Czymś trzeba też podbródek zamaskować... Oj! Jak dziecko wpuszczone do fabryki Wedla.

Otrzeźwienie przyszło kiedy okazało się, że te pędzle, mimo że wypasione, to w moich rękach stają się zupełnie nieużyteczne. A z resztą, na cholere mi pędzel do rozcierania cieni na ósmej części powieki, jak ja tam wcale cienia nie kładę. A jak kładę wyglądam jak po bitwie z najlepszym bokserem świata (choć najgorszy zrobiłby mi pewnie to samo). No i tak patrzę dzisiaj na te moją kolekcję i myślę tak: człowieku, do normalnego życia (wiadomo, nie mówię tu o profesjonalistach makijażowych) potrzebne ci raptem cztery pędzle. Powiem więcej, potrzebne ci dwa! Ale co tam, trzeba się w życiu rozpieszczać, więc zostańmy przy czterech: do pudru, do różu i bronzera (ja używam jedynie bronzera, ale kiedyś i to i to jednym nakładałam), do nałożenia i roztarcia cienia (robię to jednym) i uwaga rozpieszczanie!!: do roztarcia kreski na dolnej powiece.

Wsio! Więcej naprawdę nie trzeba do podstaw! No może jeszcze do ajlajnera, ale ja nie używam, to i nie potrzebuję.

Nie kupujcie też drogich pędzli! Wasze marne łapki nie wykrzesają z nich połowy tego, co potrafią (bo to umieją z nimi robić ludzie-makijaże, czyli profesjonaliści). Oczywiście nikt nikomu nie zabroni kupowania pędzla do rozcierania cienia za 100 zł. Ale mówię wam, ten za 16 też daje radę. I tak nie zrobicie sobie tego co robi Lisa Eldridge <klik>. Choć warto zobaczyć jej filmy, bo dzięki temu, nauczycie się, jak korzystać z tego co macie.



10 komentarzy:

  1. łoj taaaaaak, a ja mam dużo i coraz lepiej mi idzie używanie ich, a niektóre się dublują, bo mi się nie chce ich co chwilę czyścić, o. ja nie mogę od pewnego czasu żyć bez pędzla do korektora, chociaż jak się upierdzieli, to niestety też już lepiej paluchem nakładać pod oczami. i jak dla mnie wszystkie pędzlowe konkursy do płynnych rzeczy wygrywa JAJO.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam dużo i też używam tylko kilku, za to nie wyobrażam sobie bez nich życia :D I też dowiedziałam się o nich z youtuba. Chociaż nie, w zasadzie to wszystko bez Ciebie :D Ale z uwagi na to, że są dla mnie ważniejsze niż same kosmetyki, nie napiszę wredoto, tylko chwała Ci! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, no co poradzę, że ludzi na dobrą drogę sprowadzam! Ułatwiają życie, to fakt, chyba palcami nie umiałabym oka wymazać :)

      Usuń
  3. Jednym z moich najlepszych zakupów wszech czasów był pędzel do podkładu. Poza tym używam pędzla do pudru i dwóch pędzli do kresek - jednym nakładam, drugim rozcieram. Róż nakładam palcami. Cienie też.

    Przy czym i tak wypinam się trochę na internetowe porady, bo kupuję pędzle ze sztucznego włosia. Nie są bardziej ekologiczne (plastik robi się z ropy naftowej, duh), ale czuję się lepiej, kiedy wiem, że nikt nie musiał wyczesywać wiewiórki, nutrii czy konia, żebym mogła sobie podkład na ryjek nałożyć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że ja też nie mogę się przełamać i używać naturalnego włosia. Nawet chciałam sobie kupić szczotkę do masażu na sucho, ale szukam syntetycznej, bo te naturalne jakoś mnie obrzydzają i rzeczywiście, głupio wobec zwierząt:))

      PS też mam pędzel do podkładu, ale tu akurat wolę palce:)

      Usuń
  4. Częściowo się z Tobą zgodzę, dlaczego częściowo? bo właśnie od rodzaju czyt. jakości pędzla, często marki zależy to JAK będziemy się malować. I nawet jeżeli nie mamy zdolności mega wizażysty, to zawsze będzie łatwiej. Włosie pędzla kiedy ma odpowiednią linię cięcia, sprężystość daje nam dużo większe możliwości nie zrobienia sobie krzywdy :)
    Sama miałam podobne podejście do Twojego, ale kiedy zaczęłam szukać pośród pędzli przekonałam się dlaczego np. nie warto kupować zestawów, co lubię i cenię w pędzlach do makijażu oka, a jaki będzie dla mnie wygodny do różu czy bronzera. Im częściej malowałam oczy wiedziałam, że warto mieć kilka puchaczy do rozcierania ze względu na inny efekt. Z kolei dla mnie pędzel do podkładu, korektora to zbędny element. Jednak długo szukałam idealnego pędzelka do ust, podobnie jak do eyelinera- mam ich kilka itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hexxana! Pewnie że masz rację! Pamiętam pędzel mamy, kupiony gdzieś przypadkiem, do niczego się nie nadający. Niby mama używała go do pudru, ale szczerze mówiąc, nie wiem jak to robiła, bo był bardzo niemiły w dotyku, wypadały z niego włoski i w ogóle do dupy.
      Trzeba zwracać uwagę na jakość i nie ma, że nie! Ale na moim poziomie ("profesjonalizmu") wystarczy jakość niższej półki. Podejrzewam, że gdybym miała pędzel z górnej półki, jarałabym się jak norka, ale nie zrobiłabym nim więcej na twarzy niż tym co mam:)

      Usuń
    2. Dla mnie najgorsze pędzle jakie mogą być , to wszelkie drapaki z szorstkim i wypadającym włosiem. I takowe też można spotkać na różnych półkach cenowych, nie ma tutaj złotego środka.
      Teraz jeszcze trzeba by ustalić, gdzie zaczyna się górna półka? :P a z Lancrone miałam set pędzli na samym początku swojej drogi. Już dawno go nie ma, nie był zły ale jak teraz sobie pomyślę, szału też nie było ;) W tym wszystkim najważniejsze jest, by znaleźć pędzle dla siebie :)

      Usuń
    3. Lancrone jest beznadziejny i ten właśnie chcę wymienić:) Zgadzam się, że półka cenowa dla każdego znaczy co innego:))) Piona!:)

      Usuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!