14 czerwca 2014

Droga kobieto przed trzydziestką

W maju obchodziłam swoje 30. urodziny. Żaden tam przełom, żadna tragedia, żadne: "wow, jaka jestem stara". Chyba wyrosłam z bezsensownego pieprzenia i roztkliwiania się nad zmarszczkami. Których zresztą nie mam. No dobra. Jedną czy dwie.



Drogie kobiety przed 30! Nic się nie zmieni w dniu waszych urodzin. Nie będzie historycznego przełomu. A świat nawet na chwilę się nie zatrzyma z powodu waszych okrągłych urodzin. Wyluzujcie, przestańcie gadać o zbliżających się menopauzach, zmarszczkach pod oczami i spowolnionym metabolizmie.

Swoje 30. urodziny planowałam. I planowałam. I planowałam. Z planów nie wyszło dosłownie nic. Każdy punkt odpadał jak jakiś popieprzony jesienny liść. Nie miałam tortu z 30 świeczkami, nie pojechałam nad morze,  by na plaży napić się za moje zdrowie. Nie kupiłam sobie najkrótszej sukienki ewer (pojechałam do sklepu, ale zapomniałam portfela :D). Nie zrobiłam sobie nawet makijażu. Szczerze mówiąc wszystko składało się na to, by przyznać, że moje 30 urodziny będą do dupy.

Aż w końcu nadszedł ten dzień. Obudził mnie telefon od rodziców, pocałunek ukochanego, przytulenie brata. Przez cały dzień działo się coś dobrego. Łącznie z tym, że w ostatniej sekundzie uniknęłam zderzenia czołowego:). Do późna w nocy imprezowali ze mną moi przyjaciele. Przy malutkim stoliku nakrytym zastawą złożoną z papierowych talerzyków. Było cudownie.

Kilkanaście dni później usiadłam z papierosem na tarasie (scena filmowa :D) i uświadomiłam sobie, że nie jestem już dzieckiem. Nie jestem już tchórzliwa, nieśmiała i nie wierzę w bajki, cenię gesty a nie słowa, zdałam sobie sprawę, że nie wszyscy chcą być moimi przyjaciółmi (o naiwności!!). Fajnie! To mi przeszkadzało w dzieciństwie. Są też inne, wyczerpujące strony mojej dorosłości: nie umiem z dziecięcą beztroską przechodzić obok problemów, nie umiem, jak nastolatka, olać tego czy tamtego. Każde zdarzenie zostawia ranę, która nie tak łatwo się goi (Wreszcie!!! Bo gdyby te rany, które się w ciągu kilku minut zabliźniły, były widoczne, mogłabym robić za zombie!).

W każdym razie spełniło się moje  marzenie z dzieciństwa!:) Jestem dorosła! Już. :)

PS polecam bardzo fajny tekst OLGI o tym, co się zmienia przed 30.

3 komentarze:

  1. a i ludzi po 30 są normalniejsi ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panika przed magiczną datą przypomina mi to, co się działo przed rokiem 2000 - milenijna pluskwa to nic w porównaniu z tym, czego tyle kobiet oczekuje po zmianie 29 na 30. Oczekiwania oczywiście przerastają i mitologizują rzeczywistość... Człowiek to nie maszyna :-)

      Żona Męża - swoim drugim komentarzem właśnie umocniłaś mit trzydziestki... Ludzie ogólnie są normalni i mniej normalni, fajni i mniej fajni. Wiek nie ma tu nic do rzeczy.

      Usuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!