9 lipca 2014

TA koszula

Z okazji Dnia Dziecka od ukochanego po wsze czasy Ojca dostałam pare groszy. - Weź dziecko - powiedział. - Ubierz się jakoś, bo w tych podartych spodniach ciągle chodzisz. - Oczywiście, Ojcze - odpowiedziałam. - Już biegnę kupić nową garsonkę! :D I w taki oto sposób nabyłam koszulę, do której śliniłam się od roku! A to oznacza, że jest to miłość prawdziwa, a nie jednorazowe bzykanie w krzakach.



O zaletach: świetny materiał, który daje uczucie chłody w upalne dni, gniecie się tylko w naturalny sposób, tak że jak wyjdę z samochodu nie jestem jedną wielką gniecioną bryłą a jedynie gładką bryłą z kilkoma zagnieceniami. Wiecie o co mi chodzi. Jest niebieska, a to mój ukochany kolor. Na szwach ma delikatne odbarwienia i to też jest mega. Pewnie to sentyment do lat 90. Pamiętacie koszulki, które odbarwiało się ACE? Heh, ja nadal jestem ich wielką fanką.  Jest szeroka, ale nie za duża. Nie lubię obcisłych ubrań, choć podobno wyglądam w nich lepiej niż w oversizach, ale kto by się przejmował wyglądem... :D Poza tym jest długa, a to dla mnie więcej niż zaleta. Nic mnie tak nie wkurwia jak krótkie bluzki. Tym, którzy podejrzewają... Tak, macie racje, chodzi o to, że nie znoszę jak mi się tłuszcz z boczków wylewa:)




Nie ma wad! Owszem, wolałabym żeby kosztowała mniej, ale to wszystko.

PS jest to mój pierwszy zakup w nowym  projekcie (który ma szanse upaść tak szybko jak powstał) "kupuj rozsądnie". Koniec z przypadkowością, koniec z szajsem, koniec z nieodpowiedzialnym konsumpcjonizmem! :D

Koszula: Bynamysakke - sklep z Złotych Tarasach

1 komentarz:

  1. Co tu dużo gadać - jest piękna!

    A propos nieroztropnego i rozpasanego konsumpcjonizmu - może nowy pościk na temat?

    Aleale

    OdpowiedzUsuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!