20 listopada 2014

Projekt szafa

Wyobrażałam to sobie tak: najpierw zdejmę wszystko z wieszaków. Potem posegreguję: w tych chodzę często, tych nie używam, te oddam koleżankom, te wystawię na allegro. Rzeczywistość jednak mnie zaskoczyła. Najpierw wypieprzyłam wszystkie moje ciuchy na środek garderoby. Potem: zapaliłam papierosa, wypiłam kawę. Zajrzałam do garderoby. Przestraszyłam się. Postanowiłam zjeść śniadanie, wypić herbatę, zapalić papierosa, obejrzeć odcinek "Żony idealnej"... Doskonale skrojone kostiumy głównej bohaterki dodały mi sił. Weszłam do garderoby raz jeszcze i wzięłam się do roboty.


Powoli, bo za chwilę pojawiły się problemy.




Problem pierwszy:

Wow! Nie wiedziałam, że to mam! Ale super fajowskie! Wow wow wow! Założę to jutro do pracy! Wow!

Rozwiązanie wg Ewy:

Zostawić. Skoro nie używałam tych ciuchów to przecież nie wiem, czy się polubimy. Dałam szansę.



Problem drugi:

Za małe? Dobrze że planuję schudnąć!

Rozwiązanie:

Wypieprzyć.

Podpowiedź:

Ewa, jeśli schudniesz, kupisz sobie mnóstwo pięknych, nowych ubranek. Te wyrzuć... (jak z dzieckiem).



Problem trzeci:

Oooo, dostałam to od Mamy.... Ooooo.... Miałam to na sobie, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.... Czyli sentymenty.

Rozwiązanie:

Zostawić. Lubię wspomnienia zawarte w zapachu tych ubrań.




Problem czwarty:

Hmmm, czy to jest w mim stylu?

Rozwiązanie:

Jeśli nie nosiłaś tego pół roku a wisiało na wieszaku przed twoimi oczami - nie, nie jest w twoim stylu. Wypieprzyć.



Problem piąty:

Troszkę się zniszczyła, ale tak bardzo lubię ją nosić...

Rozwiązanie:
Wypieprzyć. Zrobić miejsce na nowe!! Zniszczone idzie do kosza. Zniszczone do niczego nie pasują. Bijons nie chodzi w zniszczonych ubraniach! Monica Bellucci nie ma zniszczonych ubrań!

A i jeszcze. Co to jest zniszczone ubranie? Poplamione, zmechacone, porwane, wytarte, takie, którego kolor wyblakł.



Zapaliłam.



Rozstałam się  60 procentami mojej szafy. Ogarnęła mnie pustka.  Kątem oka patrzyłam na ubrania, które odłożyłam do wyrzucenia. Okropny widok pustych półek i smętnie wiszących wieszaków obijających się o siebie drewnianymi ramionkami. Jak by mówiły: zi-mno na-m bez two-i-ch swe-trów.

Zapal, wypij kawę, zadzwoń, wejdź na fejsa, tylko nie patrz na to przez 15 minut. Ochłoń! Straty zawsze są bolesne.

<Paulo Coelho on>Trzeba wstać, podnieść głowę i uświadomić sobie, że jest się mięczakiem. Działa wtedy stara dobra zasada: nie marudź, są na tym świecie gorsze problemy. Na myśl o kłopotach takich jak: brak wody, szalejąca ebola i zagrożenie terrorystyczne, pierś sama podnosi się do góry. <Paulo Coelho off>

Wyniosłam więc ciuchy i wróciłam do garderoby. Pięknej. Wysprzątanej. Nie pustej. Oczyszczonej. LOL.



Co mi zostało na wieszakach? Niestety minimalistką nie zostanę. Jest kilka par dżinsów, są tiszerty, jest też kilka żakietów, jest i kimono, sukienki, sukienki w panterkę na specjalną okazję... Łatwiej jednak jest mi teraz dostrzec, że:

1. W szafie mam wyłącznie zimne kolory. W ciepłych czuję się okropnie. Od dawna to podejrzewałam, ale teraz to wiem na pewno. A więc zostały: czarny, biały, szary, niebieski, zielony, bordowy i granatowy. Inne są wyjątkami :)

2. Podstawową cechą moich ubrań jest to, że są wygodne. Niegryzące materiały, bluzki, koszule sięgające za biodra, spodnie z wyższym stanem, koszule, które dopinają się na cyckach.

3. Brakuje mi dobrej jakości bluzek - tiszertów i topów.

4. Nie dzielę swoich ubrań na: do pracy i na życie obok pracy:) jupi!!!

5. Śmieszna rzecz. Odkąd pamiętam lubiłam się ubierać jak bohaterki filmów, które akurat oglądałam. Okazuje się, że trwa to do dzisiaj :)) Nie zamierzam tego zmieniać, mimo że w szafie mam dżinsy z wysokim stanem w stylu Marylin Monroe i trencz rodem z "Między słowami"...:)


Czy zamierzam kupować mniej, czy rezygnować z sieciówek? Nie do końca:) Na bank będę zwracała większą uwagę na jakość, bo zwyczajnie wkurwiają mnie te szmaciarskie ubrania, które po jednym praniu nie nadają się do noszenia. Ale jakość nie zależy od sklepu. Moja najlepsza bluzka pochodzi z Primarka:) Natomiast jedna z sukienek kupiona za grubą kasę od polskiego projektanta wygląda po kilkukrotnym założeniu jak ścierka:). Trzeba macać materiały i czytać etykiety.

Ograniczę też kupowanie w sieci. Za dużo błędnych decyzji :D

Sprzątając szafę, korzystałam z bloga Ubieraj się klasycznie:) Bardzo polecam wskazówki autorki! Blog jest skarbnicą wiedzy!

8 komentarzy:

  1. Wszystko spoko, ale gdzie są te lakiery, któe miałaś oddać? czatuję od tygodnia, nie wysypiam się, odświeżam nieobuty i co? I ch*j ;P
    A tak na serio, to zazdro, też chciałabym część wypieprzyć... W sumie mogłabym, ale jakoś nie mam zapału ;)
    Tym bardziej, że co chwilę dostaję nowe ubrania od Mamy Narzeczonego, bo ona jest nałogową zakupoholiczką i kupuje wszystkim, których zna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A wiesz, że ja nie mam czasu fot zrobić! Dramat! Obiecuję, że dam znaka na prv :D
    Ja tam myślę, że nie ma się co zmuszać:) Jak się nie gubisz w szafie to po chuj ci sprzątanie :))) Korzystaj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, żebym pospieszała ;P
      No i niestety przez to, że w garderobie najebane szmat po sufit prawie, często mam problem z punktu pierwszego, haha ;)

      Usuń
  3. "Oczyszczonej" - och, Kane i Warlikowski są dumni! ;)
    Podziwiam zapał i chęci. (Z drugiej strony - sama mam pięć ciuchów na krzyż.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Jerzu!!! Twoje skojarzenie (na które nie wpadłam) sprawiło mi taką radość, jakbym nobla z literatury dostała :D Cmoczeczek oczyszczony za to :D

      A co do zapału, to powiem ci szczerze, że minęło kilkanaście dni od czyszczenia i chuj - burdel jak był, taki jest. A ja wczoraj po drinku kupiłam sobie kieckę. Niczego się nie nauczyłam. Tak karma :D

      Usuń
  4. Jestem z Ciebie dumna. Ja za takie porządki zapłaciłam Adelinie. Sama nie byłam w stanie, a ona, specjalistka, wpadła do mnie, wywaliła 85% zawartości mojej szafy (najgorzej było rozstać się z tym, co ukochane, ale sprane i zniszczone), a następnego dnia poszłyśmy na całodzienne zakupy, gdzie zostawiłam (za) dużo pieniędzy, ale przy okazji dowiedziałam się, że mój tyłek nie jest taki wielki, jak sądziłam, tylko noszę za szerokie spodnie, które tę dupę powiększają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kim jest Adeline?? Mów, opowiadaj, mów coś więcej!!! Marzę o takich zakupach!!!

      Usuń

Anonimie, nie bądź taki, podpisz się!