6 grudnia 2014

Spokojnie, to tylko feminizm!

Jaka jest feministka? Babochłop, głupia, krzykaczka, nienawidzi mężczyzn, mięśnie jak u Pudziana, nie uprawiała seksu od lat, brzydka, lesba, regularna pacjentka klinik aborcyjnych!

Spieszę z uzupełnieniem! Oto przykładowy portret feministki z krwi i kości: kobieca, mądra, kocha mężczyzn, piękna, heteroseksualna i bez usuniętych ciąż na koncie :) To sem ja! Feministka!



Opadają mi czasami ręce, kiedy mądrzy, dobrzy, wartościowi ludzie zapierają się nogami i rękami przed feminizmem. Podejrzewam, że nie chcą być utożsamiani z tym, co sami myślą na ten temat, ze stereotypami, które mają w głowie. No bo jak można wspierać ruch wrzeszczących histeryczek? Więc ja cichutko i spokojnie (jak na kobietę przystało :D) wyjaśnię swoją wizję feminizmu, tożsamą z poglądem Beyonce (tak tak, tej rozerotyzowanej piosenkarki):

"Feminist(k)a to osoba, która wierzy w społeczną, polityczną i ekonomiczną równość kobiet i mężczyzn".

Wierzę w to właściwie od dziecka:) Możemy to nawet przeanalizować:) Wychowałam się w domu, w którym czasami słychać było takie dialogi: - Ewa, posprzątaj! - Mamo, a on (brat) nie może? - On jest chłopakiem.

Już wtedy cała się gotowałam i zaręczam - nie sprzątałam. Co dziwne, Mama się na to godziła. Mam wrażenie, że sama wiedziała, że jej słowa nie są fer, ale wypadało jej coś tam powiedzieć :)

W liceum i na studiach wkręciłam się w feminizm w literaturze, zaczęłam nawet pisać pracę magisterską na ten temat. Czytałam bardzo dużo o ruchach feministycznych, poznawałam naukowe teorie, przeczytałam mnóstwo książek i.... Zniechęciłam się do feminizmu, feministek i tego wszystkiego. To było zmęczenie materiału. Raziła mnie również agresja niektórych kobiet-feministek. I choć nigdy nie pomyślałam, że feminizm jest czymś złym, sama stałam się negatywnie nastawiona do tego ruchu.

Jednocześnie nigdy nie byłam typem kobiety domowej, choć uwielbiam gotować i nie uwłacza mi sprzątanie. Nie traktowałam tego w kontekście obowiązku przypisanego kobiecie!!

W międzyczasie poznałam Pyska, który odkrył we mnie pokłady kobiecości, atrakcyjności i wszystkiego co można nazwać "wow, jaka cudowna, idealna kobieta!!" :).  Zaczęłam również pracę w mocno męskim środowisku, w  którym nigdy (albo sobie nie przypominam) nikt mnie nie dyskryminował z powodu płci. Nigdy też nikomu nie dałam powodów do tego:). Pracowałam tak jak miałam pracować, nie marudziłam, nie płakałam nad złamanym tipsem...:) Kiedy minęło kilka lat od mojej feministycznej przygody na studiach, zaczęłam odkrywać go na nowo. Praktycznie, nie naukowo. Dla siebie samej:)

Tak powstał mój feminizm, z którym żyję sobie na co dzień.   Uważam, że kobiety i mężczyźni są równi:) Naprawdę czuję się dziwnie tłumacząc, że kobieta może (rly!) zostać prezesem banku, albo rektorem wyższej uczelni, ostatnio została premierem europejskiego kraju (i apokalipsy nie było!). Ale uważam przy tym wszystkim, że parytety nie są ok. Według mnie są upokarzające. Jakieś rezerwowanie mi miejsc na przykład w rządzie, to tak jakby ktoś stwierdził: biedna kobieto, sama nie dasz rady, zarezerwujemy ci miejsce! Nie nie nie, dziękuję, poradzę sobie sama, jeśli się nadaję.
Uważam, że kobiety powinny służyć w wojsku, jeśli mają ku temu predyspozycje, oraz jeśli, tak samo jak faceci, udowodnią, że potrafią. To samo dotyczy biznesu, polityki, kierowania koparką etc. Jeśli potrafisz, rób! Jednak wrzucanie kobiet w te środowiska za pomocą parytetów, jest obrzydliwe i poniżające.

Wkurwiają mnie kampanie społeczne przeciw przemocy, w których o przemoc obwinia się jedynie mężczyzn KLIK . Uważam, że to obrzydliwe, buduje stereotypy, krzywdzi i w żadnym stopniu nikomu nie pomaga. Nie wiem dlaczego tak trudno zrozumieć, że złem jest przemoc, a nie facet.  Zwyczajnie wstyd mi za ludzi, którzy organizują takie kampanie.

Jeszcze kilka słów o wyglądzie feministek. Prawda jest taka, że każdy ma prawo wyglądać jak chce. Feministki z krótkimi włosami, w bojówkach mają prawo do tego, by się tak ubierać. Posługiwanie się jednak stereotypem o feministce z wąsami jest niemądre. Bo. Bo na przykład ja uwielbiam być seksowna, podobać się, kocham komplementy. Mam tonę kosmetyków, poświęcam swojej urodzie mnóstwo czasu. Chodzę do fryzjera i bywa, że noszę krótkie spódniczki. Zamierzam też kupić sobie kozaki za kolano i pewnie będę wyglądać nie-jak-feministka. Oglądam komedie romantyczne, nie wiem jak się wbija gwóźdź. Nie znam bebechów swojego samochodu. I też jestem feministką :)

Byłabym załamana, gdybym nie mogła czegoś zrobić, tylko dlatego, że jestem kobietą. Naprawdę zajebiście trudno uwierzyć mi w to, że kobiety feminizmem pogardzają. Że możliwość głosowania (dopiero od 1918 roku!!!!) nie jest dla nich ważna, że mają w dupie to, że mogą studiować, robić karierę, zdobywać świat! Że swoboda obyczajowa pozwala im wyjść do klubu w ultra mini bez zgody faceta. Przynajmniej ja się o zgodę nie pytam. A Ty? Cieszę się, że mogę decydować o sobie, sprawia mi to przyjemność. Nikt nade mną nie stoi kiedy głosuję, albo mi nie każe wychodzić za mąż, nikt nie zmusza do rodzenia dzieci. W fajnych czasach żyję :) Pamiętam też, że te czasy to zasługa (haha) sióstr-feministek! Ave sis!:)

Ale dość o mnie - kobiecie. Wyobraźmy sobie, że jestem facetem. - Przynieś mi piwo, żono! - krzyknę z bazy - kanapy przed telewizorem. - Zostaw te książki i weź się do gotowania obiadu na jutro!

Osz fuck! Wizja co najmniej straszna! Po pierwsze jestem idiotą, po drugie moja partnerka nie lubi spędzać ze mną czasu (lubi? nie wierzę!). Byłabym załamana, gdyby moja żona czy dziewczyna siedziała w domu i mi sprzątała. Gdyby nie miała swojego zdania, gdyby jej największym wyzwaniem było ozdobienie tortu urodzinowego. Oh, jak bardzo cieszyłabym się, że mogę z nią pogadać o literaturze:) Albo być jej powiernikiem tajnych planów zrobienia kariery i zdobywania świata:)

Gdybym była facetem, cieszyłabym się, że w pracy mój przełożony jest merytorycznie przygotowany do pracy, dobrze zarządza. Nie płakałbym po kątach, gdyby była to kobieta. Gdybym była facetem, nie wyśmiewałabym kobiet, które nie dadzą rady wnieść pralki na trzecie piętro. Po prostu bym jej pomógł :)