29 stycznia 2015

Dobre teksty, bo polskie teksty

Podobno w języku polskim nie można napisać dobrego tekstu piosenki. I że tylko angielski się do tego nadaje. Melodyjny taki. Słowa takie krótkie. "Esz" nie ma... Mówię stanowcze NIE! I zapraszam na subiektywny przegląd dobrych tekstów polskich, pisanych przez Polaków. Nie będę im, wybaczcie, sprawdzać pochodzenia od dziada pradziada, ale przyjmijmy, że skoro piszą w języku polskim, to są to twórcy polscy, a ich dzieła są jak najbardziej polskie. Uf.


Na miejscu pierwszym od wielu wielu wielu lat niezmiennie jest Katarzyna Nosowska. Mam nadzieję, że wszyscy znają i że pisanie, że to legendarna wokalistka zespołu Hey, jest zbyteczne:). Mój ulubiony tekst to "Karatetyka".  Z Noswoską generalnie mam tak, że towarzyszy mi od bycia zakochaną nieszczęśliwie nastolatką, przez absolutne szaleństwa, aż po dzisiaj (czyli dalej szaleństwo :)). Taka trochę kumpela, która wie o mnie sporo i w dodatku o tym śpiewa:).



Uwielbiam też teksty Agnieszki Osieckiej i Kabaretu Starszych Panów. Jako gówniara zasłuchiwałam się w "Na całych jeziorach ty" w wykonaniu Kaliny Jędrusik. Tekst absolutnie CUDOWNY!



Ale że zawsze ciągnęło mnie do poczucia humoru, do zabawy, grania, hihrania i generalnie robienia sobie jaj ze wszystkiego, to proszę państwa,  teksty o romantycznej miłości zamieniłam na coś takiego:



Ale wróćmy do współczesności:) Dzisiaj zasłuchuję się w Fiszu. Teksty na przykład "Sladów" i "Pyłu" są tak dobre, że albo łzy kręcą mi się gdzieś w kąciku oczu, albo ciarki przechodzą całe ciało, albo przestępuję z nogi na nogę, bo mam ochotę potańczyć (tak, ja!). Zresztą sprawdźcie sami:



Świetnym tekściarzem jest Artur Rojek. Jego "Beksa" to jest jeden z najlepszych tekstów w ogóle. Nie tylko tekstów piosenek. Cudne.



Na koniec dwie perełki.  Grubson i Łona. Kurde. Dlaczego oni mają takie głupie ksywy?? Słowo daję, myślałam, że to jacyś szurnięci twórcy hiphopolllo, a tu proszę. Nie powiem, że to mój klimat, nie słucham ich i raczej nic wielkiego z tego nie będzie, ale plusa stawiam:)

Bo ja z hip hopu to jednak zostaję przy Kaliber 44:) Uwielbiam i kiedy tylko słyszę, przypomina mi się słońce, kurz unoszący się w powietrzu... Dzieciństwo prosto spod bloku:)

24 stycznia 2015

Sprawdź, czy cię lubię :)

Czasami wydaje mi się, że żadnych, ale przecież to nieprawda.  Lubię ludzi. 


Lubię ludzi, którzy nie przesadzają z entuzjazmem. Nadmierny entuzjazm mnie wkurwia. Spinam się i po trzech sekundach od jego wybuchu mam ochotę uciec do swojej nory, gdzie nikt nie krzyczy: uda się!! :)

Lubię ludzi, którzy nie ględzą o swoich pasjach. Bo mówić mogą. Natomiast zamęczanie wiecznym gadaniem o rodzajach znaczków pocztowych albo broni palnej mnie nudzi, męczy. Zwykle też JA nie mogę nic wówczas powiedzieć, więc rozumie się samo przez się, że mam prawo czuć się źle :)

Uwielbiam ludzi, którzy się umyli. Kocham ich:)

Lubię też tych, którzy tak jak ja, nie otwierają się w trzy sekundy od poznania. Męczy mnie to bardzo, wolę odkrywać, niż mieć podane na tacy.

Uwielbiam i cenię tych, którzy nie nalegają, żebym się zwierzyła, albo spotkała, albo powiedziała co u mnie.

Bardzo lubię, gdy widzę, że komuś na mnie zależy (no a kto nie lubi:)). Czy to w przyjaźni czy w rozmowie koleżeńskiej czy jakiejkolwiek innej. Żeby nie było, nie wymagam deklaracji o przyjaźni do grobowej deski od koleżanki, wiadomo, że na każdym etapie znajomości, pokazywanie "tak zależy mi", wygląda inaczej...:)

Lubię ludzi z poczuciem humoru. Na maksa. Wiadomo, że ci z poczuciem humoru mnie kupują od samego początku...:)

Lubię też tych, którzy przyznają się do błędów.

Lubię tych zwyczajnych, zupełnie bezbarwnych, na pierwszy rzut oka nieinteresujących.




A wy?

21 stycznia 2015

Hit! Podkład plus olej



Kupiłam sobie jakiś czas temu podkład MAC Studio Sculpt. To był zakup spontaniczny, a może nawet kompulsywny. Stawiam na to drugie. Tak czy siak okazał się wielkim niewypałem. Czy to nakładany ręką, gąbką, czy pędzlem wyglądał na twarzy bardzo bardzo źle.

Po pierwsze nie krył. Ryjek jak był czerwony, tak trwał w tym kolorze...
Po drugie robił plamy. W pewnych miejscach na twarzy trwał, a w innych już nie.
Po trzecie wchodził w każdego pora i uwidaczniał go.
Po czwarte miałam wrażenie, że mam na sobie ciasto,grudkowatą masę.

Zwykle wywalam takie kosmetyki, ale ten był drogi i jakoś tak... Chciałam komuś oddać, ale nikt nie okazał się godzien :). I tak MAC leżał sobie w koszyku z innymi odrzutami i był moim kosmetycznym wyrzutem sumienia. Aż tu nagle....




Obejrzałam ten film Gossa (znacie Gossa, prawda?) i zrobiłam, jak kazał: wzięłam porcję podkładu i kroplę oleju arganowego. Pomieszałam, nałożyłam na twarz i... CUD. Wszystkie wady zniknęły! Kryje, super się rozprowadza, nie smuży, nie podkreśla porów, nie znika po 10 minutach (wytrzymał około 10 godzin bez poprawek). Samej mi w to trudno uwierzyć, ale ten trik zmienił oblicze gównianego podkładu. Teraz jest to oblicze cudownego podkładu!! Teraz zachowuje się jak kryjący, ultra trwały krem BB. Jupiajejeje!

Spróbujcie, co Wam szkodzi:)

1 stycznia 2015

2014! Co dobrego?


Na początku muszę się pochwalić, że trwam w zasadach piramidy "kupować na końcu". Słabo mi idzie z DIY, ale odkryłam, że "use what you have" da się żyć. I tak na przykład właśnie nie kupiłam sobie kremu do loków, bo w łazience czeka całe opakowanie żelu. Nienawidzę odmawiać sobie przyjemności, ale postanowiłam szukać ich gdzie indziej niż w zakupach. A skoro mowa o przyjemnościach, oto kilka z nich, które udało mi się przeżyć w 2014 roku i które rekomenduję:

1. Zrobiłam porządek w szafie. Tak, nadal nie mam w czym chodzić, ale przynajmniej nie widzę tych wszystkich za dużych bluzek i za małych spodni, których nie nosiłam, a które były moimi finansowymi wyrzutami sumienia.

2. Dlaczego nie mam się w co ubrać? Bo umówiłam się sama ze sobą, że stawiam na jakość a ta jak wiadomo - kosztuje. Więc poooowoli...:) Zaczęło się od dżinsów Lee. Nigdy nie kupowałam markowych dżinsów, bo pod ręką była Zara albo inna Bershka. Niestety na moim tyłku spodnie z sieciówek wyglądają okropnie. Odkąd mam Lee, mój tyłek jest spokojny, nie wystaje znikąd i grzecznie faluje, jak buk przykazał. No to postanowiłam iść za ciosem... Właściwie za tyłkiem. I baczniej przyglądać się temu co kupuję:). Więc jest tak: kupuję zdecydowanie mniej i mniej wydaję. Wpadki się zdarzają, bo czymże byłaby szafa bez za dużej spódnicy z Mango (kupiona w sieci) czy rozciągniętej bluzki z Doroty Perkins (bo taka promocja, no no).

3. Ograniczyłam też kupowanie kosmetyków. Chociaż nie uwierzyłby w to nikt, kto wszedłby do mojej łazienki. Oj tam, oj tam. Ja po prostu lubię o siebie dbać :D. Ale jest zdecydowanie lepiej niż rok temu. Zniknęły dziesiątki butelek z szamponami i miliardy słoiczków z odżywkami. Mam jeden tusz do rzęs i dwie kredki do oczu. Nadal prowadzę niewielką hodowlę pomadek.  Ale nic mi nie przeszkadza, ze wszystkimi czuję się komfortowo.

3. W tym roku dużo rozmyślałam o sporcie. Bhawo ja! Na szczęście prócz myślenia coś tam udało mi się zrobić, chociaż NIE zostanę człowiekiem-siłownią, ani człowiekiem-salą fitnesową, a na pewno człowiekiem-przysiadem. Nie nie nie. Ale. Ale udało mi się przebiec 5 kilometrów w biegu Powstania Warszawskiego. Poza tym było mi zwyczajnie dobrze poruszać się, czuć zmęczenie i coraz silniejsze nogi. W 2015 ciąg dalszy nastąpi.

4. Filmy! Oh, filmy to wielka przyjemność nieporównywalna z niczym:). W tym roku w pamięci zostały mi dwa polskie (!!!) filmy: "Bogowie" i, z zupełnie innych powodów, "Obce ciało". Ale chyba pozwolę sobie zrobić oddzielnego posta na ten temat.

5. Mam dwie książki, które przeczytałam z wielką przyjemnością. Pierwsza to "Czesałam ciepłe króliki", czyli rozmowa Dariusza Zaborka z Alicją Gawlikowską, więźniarką obóz Ravensbruck... Ale to opowieść tak inna, tak pozytywna, tak cholernie zawstydzająca... Doskonała! Druga przyjemność to "Bieguni" Olgi Tokarczuk.  Chciało by się napisać: koniecznie musicie to przeczytać. I się napisze: koniecznie musicie to przeczytać. :)

6.  Jedzenie zawsze było moja przyjemnością, ale w tym roku jakoś dziwnie przestało. Kanapki z subwaya, byle co na kolacje, brak śniadania. Nie ma się czym chwalić. Ale przyjemnie sobie poplanować: będzie lepiej!:)